- Przez pierwsze 25 minut spotkania BKS dominował, nie pozwalając nam na zbyt wiele. Dopiero pod koniec pierwszej połowy nasza gra zaczęła się zazębiać, a drugą połowę oceniam już zdecydowanie pozytywnie - powiedział nam Marcin Michalik, trener WSS Wisła. 

 

Pierwsza połowa nie miała zawrotnej intensywności. Dobre piłkarskie rzemiosło z obu stron, jednak sytuacji strzeleckich jak na lekarstwo - to tak w skrócie. Więcej z gry w premierowej odsłonie mieli piłkarze BKS-u. W 15. minucie Legbo Waakoonwi postraszył defensywę WSS strzałem z dystansu. Chwilę później było już 1:0. Sędzia wskazał na "wapno" po faulu na testowanym napastniku bialskiej Stali. Z 11. metrów nie pomylił się Paweł Kozioł.

 

Końcówka pierwszej połowy dała Wiślanom optymistyczny prognostyk, wszak z każdą kolejną minutą czuli się pewniej na boisku. W 60. minucie to BKS wtórnie cieszył się z gola. Kozioł z prawego skrzydła dograł do Łukasza Olmy, a ten "na raty" pokonał golkipera WSS-u. To jednak nie złamało ekipy z "okręgówki". Wręcz przeciwnie. Wiślanie ruszyli do ataku. Z kilku dogodnych okazji, m.in. strzał w poprzeczkę Konrada Chrapka, uderzenie z bliskiej odległości Patryka Tyrny, goście wykorzystali jedną. W 70. minucie gola kontaktowego dał ekipie WSS Piotr Kweczlich, zamykając piękną akcję swojej drużyny. Ostatni akcent strzelecki należał jednak do BKS-u. W 85. minucie Dariusz Łoś z zimną krwią wykończył "klepkę" z testowanym zawodnikiem.