SportoweBeskidy.pl: W Wiśle zadowolenie z minionej części rozgrywek? Jesteście chyba jedną z tych drużyn, która osiągnęła wynik raczej przewidywalny?

Marcin Michalik:
Realnie patrząc, liczyłem jednak, że parę punkcików więcej zdołamy wywalczyć. 23 „oczka” były w naszym zasięgu. Jest ich na naszym koncie kilka mniej, ale ten dorobek z jesieni szanujemy. Uważam, że liga była bardziej wyrównana tej jesieni i moim zdaniem też ciut mocniejsza.

SportoweBeskidy.pl: Dlaczego więc skończyło się tak, a nie inaczej?

M.M.:
Myślę, że nie bez znaczenia był dość burzliwy okres w lipcu. Mam tu na myśli wszystkie kadrowe perturbacje związane z wyjazdami wakacyjnymi czy obowiązkami zawodowymi. Zabrakło nam później stabilizacji na przestrzeni rundy jesiennej.

SportoweBeskidy.pl: Kiepsko też radziliście sobie w pierwszych połowach, a znacznie lepiej w drugich, co więcej – potrafiąc przeciwstawić się topowym zespołem „okręgówki”...

M.M.:
Sam zastanawiałem się, gdzie leży problem, jeśli mówimy o naszych totalnie czasem różnych połowach. Rozgrzewka w tych meczach niczym się nie różniła. Może potrzeba większej motywacji? Dotyczy to także spotkań z drużyny „na papierze” słabszymi. Przyglądamy się temu wszystkiemu. Zresztą toczę rozmowy z kolegami „po fachu” i wymieniamy się pewnymi doświadczeniami, także po to, aby znaleźć jakieś skuteczne rozwiązanie, co nieszczególnie udało się nam jesienią. Mogę się mylić, ale skoro ogrywamy Bory Pietrzykowice na wyjeździe, remisujemy ze Smrekiem Ślemień i niewiele nam brakuje do niespodzianki z Tempem Puńców, to znaczy, że potrafimy i mamy potencjał.