Gospodarze błyskawicznie narzucili rywalom swoje warunki. Już w 34. sekundzie do rzutu wolnego podszedł Paweł Budniak i mocnym uderzeniem pod poprzeczkę nie dał szans Rainersowi Murnieksowi. Szybko zdobyta bramka nie oznaczała jednak, że kolejne minuty przyniosą festiwal okazji. Obie drużyny grały intensywnie, ale pod bramkami brakowało skutecznego wykończenia. Po stronie Rekordu dobrze spisywał się Michał Kałuża, a bramkarz gości również miał sporo pracy i kilkukrotnie uchronił swój zespół przed stratą kolejnych goli. Bielszczanie szczególnie konsekwentnie realizowali założenia w defensywie, ograniczając poczynania ofensywnych liderów zespołu z Bochni.

 

Tuż przed przerwą gospodarze otrzymali jeszcze szansę na podwyższenie prowadzenia. Po zagraniu w pole bramkowe faulowany był Kacper Pawlus. Początkowo sędziowie nie zdecydowali się na podyktowanie rzutu karnego, ale po analizie sytuacji w ramach wideoweryfikacji wskazali na 6. metr. Do piłki podszedł Budniak i pewnym strzałem umieścił piłkę w siatce. 

 

Rekord bardzo dobrze rozpoczął także drugą połowę. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Michała Marka w szeregach przyjezdnych zabrakło odpowiedniej koncentracji. Bielszczanie wykorzystali zamieszanie w polu karnym, a Romada z bliska skierował piłkę do siatki. Prowadzenie 3:0 pozwoliło gospodarzom kontrolować przebieg spotkania. Rekord długo utrzymywał się przy piłce i nie pozwalał przeciwnikowi na rozwinięcie skrzydeł. Szczególnej uwagi wymagały poczynania Minora Cabalcety i Mikhaela Almeidy. To właśnie drugi z nich był najbliżej zdobycia bramki dla BSF-u, kiedy w 32. minucie po uderzeniu z bliskiej odległości trafił w słupek. Biało-zieloni również mieli kolejne okazje, ale dobrze między słupkami spisywał się Murnieks. Łotewski bramkarz przedwcześnie zakończył jednak swój udział w meczu. W 26. minucie opuścił parkiet z powodu urazu. Z podobnego powodu później boisko musiał opuścić również Romada.

 

Ostatecznie wynik nie uległ już zmianie. Rekord zachował czyste konto i po dwóch kolejnych porażkach dopisał do swojego dorobku komplet punktów. W końcówce na parkiecie pojawił się także Miguel Kenji, który wrócił do gry po kilkumiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją i rehabilitacją.