Powrót "na tarczy"
Na przedostatni tegoroczny wyjazd piłkarze Stali-Śrubiarnia udali się do Goczałkowic, gdzie faworytem potyczki nie byli.
Jak trudne czeka gości zadanie, zaświadczyła już wstępna faza spotkania. Za sprawą rzutu wolnego, skutecznie wykonane z okolic 20. metra, „dwójka” z Goczałkowic objęła w 8. minucie prowadzenie. Poczynaniom gospodarzy ta zdobycz dodała animuszu, zaś piłkarze Stali-Śrubiarnia nie byli w stanie przejąć inicjatywy. – Nie stworzyliśmy sobie w pierwszej połowie sytuacji, które mogłyby przeciwnikowi zagrozić i niewątpliwie był to problem. Nie mierzyliśmy się wcześniej z rywalem tak solidnym, który potrafiłby nas zdominować – zaznacza Przemysław Pitry, grający trener Stali-Śrubiarnia.
Lepiej w wykonaniu żywczan przebiegała druga odsłona, ale w premierowym jej kwadransie Dominik Syc znów zmuszony został do sięgania „za kołnierz”. – Próbowaliśmy grać wysoko, stosować pressing, ale bardzo często gospodarze z tego sprytnie wychodzili. Z szybkością gry mieli dziś znacznie mniejszy kłopot – dodaje szkoleniowiec V-ligowca z Żywca, który po nieco ponad godzinie przegrywał w Goczałkowicach już 0:3.
Nie znaczy to, że przyjezdni byli w owej potyczce całkowicie bezradni. Na dowód nie tylko ładne uderzenie Oliwiera Stokłosy zza „16” w następstwie kombinacyjnej akcji, które pozwoliło uzyskać bramkę honorową, ale i inne okazje pod bramką rezerw LKS-u. Na gola zanosiło się przy rajdzie Miłosza Szydłowskiego w pole karne z bocznego sektora czy strzale Pitrego, stemplującego słupek bramki „Goczałów”.