Powrót na własne boisko z emocjami
Powrót Tempa Puńców na własne boisko po ponad półrocznej przerwie miał emocjonujący scenariusz. Gospodarze podzielili się punktami na inaugurację V ligi z GLKS-em Nacomi Wilkowice, a sam mecz obfitował w ciekawe wydarzenia.
- Przeszliśmy długą drogę od początku okresu przygotowawczego do dziś. Sześciu zawodników nie uczestniczyło nawet w sparingach ze sobą, więc pozytywne odczucia są w naszym zespole. Mecz był wyrównany, obie drużyny miały swój pomysł. Trafiliśmy na doświadczony zespół i udało nam się nie przegrać, ale jest też niedosyt, bo mieliśmy swoje sytuacje - mówi nam Rafał Bednarek, trener GLKS-u.
Początek spotkania mógł wymarzonym scenariuszem ułożyć się dla gospodarzy. Już w 4. minucie Dominik Szczęch znalazł się w sytuacji sam na sam z debiutującym w barwach GLKS-u Martinem Polackiem. Słowacki bramkarz skutecznie zatrzymał zawodnika Tempa. Niewykorzystana okazja szybko się zemściła. W 13. minucie Daniel Wnętrzak dośrodkował w pole karne, a Patryk Walczak niekonwencjonalnym strzałem ulokował piłkę w siatce. 18-latek chwilę później mógł mieć na koncie drugie trafienie, ale "futbolówka" po jego strzale zatrzymała się na słupku. Swoje szanse miał również Dominik Kępys - w jego przypadku piłka... dwukrotnie trafiła w obramowanie bramki. W 29. minucie zagrozili gospodarze. Dawid Hanzel trafił do siatki, lecz arbiter gola nie uznał - spalony. Co uciecze... W 37. minucie Tempo wyrównało po efektownej akcji i puencie Bartłomieja Lorenca.
Po zmianie stron Tempo mogło szybko ponownie objąć prowadzenie, Hanzel znalazł się w sytuacji sam na sam, ale po raz kolejny świetnie spisał się Polacek. Chwilę później dobrą okazję mieli goście, a konkretniej Igor Kozyra, którego uderzenie zatrzymał świetnie Wojciech Maciejowski. W 66. minucie gospodarze prowadzili po golu, który wzbudził duży entuzjazm wśród licznie zgromadzonej widowni. Mateusz Madzia z okolicy połowy boiska przelobował bramkarza GLKS-u. Wilkowiczanie odpowiedzieli, gdy w 78. minucie Maciej Marzec wygrał pojedynek jeden na jeden, a następnie dograł do Rafała Starzyka, który całość sfinalizował trafieniem. Ten gol ustalił losy potyczki.