Przerwa potrzebna
Natężenie gier odbija się na wynikach ekstraligowych meczów zawodniczek bielskiego Rekordu, a przedświąteczna rywalizacja w Łodzi stanowi tego dobitny przykład.
– Przerwa reprezentacyjna przychodzi w dobrym dla nas momencie. Mamy czas, by złapać trochę wytchnienia po wyczerpującym starcie – to słowa trenera „rekordzistek” Mateusza Żebrowskiego, jakie na klubowej stronie zamieszczone zostały w nawiązaniu do rywalizacji ligowej w Łodzi i wybrzmiewające najwyraźniej.
Spotkanie w Łodzi, ważne w kontekście rozdziału miejsc w przedziale od 5. do 9. „placu” w ekstraligowej tabeli, trudno określić mianem jednostronnego. Aczkolwiek nie można pominąć faktu, że piłka lądowała wyłącznie w bramce strzeżonej przez Kingę Ptaszek. Bramkarka Rekordu nie miała nic do powiedzenia, gdy w 15. minucie tuż zza „16” huknęła Kamila Osajkowska, bezradnie odprowadzając wzrokiem futbolówkę odbijającą się jeszcze od poprzeczki. Podwyższenia rezultatu zawodniczki łódzkiego SMS-u dokonały w 25. minucie. Szybki atak swojego zespołu rozprowadziła Paulina Filipczak, ułatwiając zadanie Zuzannie Miązek w bezpośrednim jej pojedynku z Ptaszek.
A zakusy ofensywne Bielszczanek? Te do przywołania odnoszą się zwłaszcza do osoby Nikoli Dębińskiej, której dobrej jakości uderzenia padały łupem pewnej w łódzkiej „świątyni” Moniki Sowalskiej. Generalna ocena wyjazdowego starcia? – Szkoda meczu, w którym o wyniku zdecydowały dwa proste błędy. Mamy świadomość, jak trudnym terenem jest dla nas Łódź, gdzie zawsze było nam – i jest nadal – ciężko o punkty. Pocieszające jest to, że tym razem nasza gra wyglądała dużo lepiej, niż jesienne 1:4. Niestety, zbyt wiele nam to nie dało – ocenił szkoleniowiec ekipy z Cygańskiego Lasu.