Przez Korbielów do Cięciny
Każde inne rozstrzygnięcie, jak zdobycie przez piłkarzy Stali-Śrubiarnia Żywiec przepustki do finału Pucharu Polski w podokręgu, byłoby sensacją olbrzymiego kalibru.
B-klasowy LKS Korbielów błysnął w bieżącej pucharowej edycji wyeliminowaniem GKS-u Radziechowy-Wieprz, a wobec nieco fartownych okoliczności dotarł aż do najlepszej „4” na Żywiecczyźnie. Tu poprzeczka powędrowała jeszcze wyżej i to nie tylko w teorii, ale i w realiach boiskowych.
Wprawdzie żaden wstydliwy dla gospodarzy pogrom się dziś nie wydarzył, ale jednak V-ligowiec dowiódł wysokiej formy na obecnym etapie sezonu. Przed pauzą trafił Jakub Madejczyk, tuż po zmianie stron Kacper Marian, a kiedy golkipera LKS-u zaskoczył także Radosław Lejawa, sukces Stali-Śrubiarnia – równoznaczny z awansem do wielkiego finału, jaki rozegrany zostanie w Cięcinie – był niezagrożony. Podsumował go rzut karny wyegzekwowany właściwie przez Łukasza Tymińskiego.
Jak wtorkową batalię ocenili trenerzy pucharowych konkurentów?
Paweł Pierog (szkoleniowiec LKS-u Korbielów): Wiadomo kto był wyraźnym faworytem meczu. Nastawialiśmy się na ciężki bój i spodziewaliśmy się nawet większej intensywności w grze po stronie rywala. Broniliśmy się nisko i próbowaliśmy swoich kontr, dobra była pierwsza połowa. Byliśmy jednak kadrowo osłabieni i trochę sił nam już później brakowało. Zeszliśmy natomiast z boiska z podniesioną głową. Mieliśmy szczęście w tej edycji pucharowej, trochę mu dopomagaliśmy, ale teraz półka była zbyt wysoka.
Przemysław Pitry (szkoleniowiec Stali-Śrubiarnia): Bez jakiegoś szału rozegraliśmy ten mecz pucharowy, ale też były w Korbielowie ciężkie warunki do grania, bo na murawie zalegało trochę kałuż. Cóż, zwycięzców się nie rozlicza. Cieszę się, że awansowaliśmy i wykonaliśmy zadanie, choć okazji było znacznie więcej i lepsza skuteczność mogła dać wyższe zwycięstwo. Jest finał i niewątpliwie jakiś mały sukcesik dla tego klubu.