- Odczucia na pewno są pozytywne. Przyjechaliśmy tutaj z zamiarem wygrania i to się udało. Chcemy zajść w Pucharze jak najdalej, aby zrekompensować sobie średni wynik w lidze. Mieliśmy inne aspiracje, choć summa summarum ten wynik może nie być zły, bo miejsce w czołowej piątce cały czas jest na wyciągnięcie ręki. Priorytetem stał się jednak puchar i mimo wszystko rozegraliśmy słabszy mecz pod kątem piłkarskim. Gramy co trzy dni do końca sezonu i trudno utrzymać stabilny poziom, ale w pucharze najważniejszy jest wynik, a nie styl. Cel został zrealizowany i teraz trzeba przygotowywać się dalej - powiedział nam trener Kuźni, Karol Sieński.

 

Kuźnia bardzo dobrze rozpoczęła środowe spotkanie i już w 11. minucie objęła prowadzenie. Po dośrodkowaniu Zbigniewa Wojciechowskiego z rzutu rożnego najlepiej w polu karnym odnalazł się Kamil Szlufarski, który skutecznym strzałem otworzył wynik meczu. Kuźnia mogła podwyższyć prowadzenie jeszcze przed przerwą. W 30. minucie David James huknął jednak w poprzeczkę i wynik pozostał bez zmian.

 

Po zmianie stron Ustronianie ponownie wykorzystali stały fragment gry. W 62. minucie Kamil Surowiec zamknął dośrodkowanie z rzutu wolnego wykonywanego przez Wojciechowskiego i było już 2:0 dla gości. Wydawało się, że Kuźnia ma spotkanie pod kontrolą, jednak z czasem w jej grze pojawiło się sporo nerwowości. Warta złapała kontakt w 78. minucie, gdy po kolejnym stałym fragmencie gry do siatki trafił zawodnik Warty Gospodarze ruszyli do ataku i byli blisko doprowadzenia do serii rzutów karnych. W jednej z akcji piłka zatrzymała się na słupku, a chwilę później świetnej okazji nie wykorzystał Norbert Bębenek, który przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem Kuźni. Swoją szansę po drugiej stronie miał jeszcze Szlufarski, ale wynik nie uległ już zmianie.

 

Ostatecznie Kuźnia Ustroń utrzymała prowadzenie i zameldowała się w półfinale wojewódzkiego Pucharu Polski. Spotkanie z Unia Turza Śląska odbędzie się 26 maja przy Sportowej 5 w Ustroniu.