Rafał Jacak: Mieliśmy w Wiśle świetną atmosferę, a ja lubię stabilizację
Wśród letnich ubytków klubu z Wisły jest przynajmniej jedno poważne nazwisko. Szeregi WSS opuszcza bowiem bramkarz Rafał Jacak, który przez długie lata był istotnym ogniwem wiślańskiej drużyny. W STREFIE WYWIADU kilka przemyśleń doświadczonego golkipera.
SportoweBeskidy.pl: Przychodzi czas rozstania z klubem z Wisły po ponad 5-letnim okresie. Jak ten czas będziesz wspominał?
Rafał Jacak: Piłka ma to do siebie, że daje nam możliwości poznania wielu osób i nawiązania relacji, które potrafią przetrwać lata, a ja to sobie bardzo cenię. Jeśli chodzi stricte o piłkarski aspekt to mam same dobre wspomnienia, bo odkąd przyszedłem z Patrykiem Pindlem to dużo meczów wygrywaliśmy i pięliśmy się w górę tabeli. Potem trener Marcin Michalik ze swoim warsztatem to kontynuował. Także naprawdę tych dobrych momentów było sporo.
SportoweBeskidy.pl: Mówiąc o relacjach masz kogoś szczególnego na myśli?
R.J.: Na pewno Patryk Pindel, którego nie znałem przed przyjściem do Wisły i od pierwszego telefonu do mnie złapaliśmy fajny kontakt, a relacja na linii trener – zawodnik była rewelacyjna. Kto jeszcze? Kacper Fiedor, z którym walczyłem o miejsce w bramce Wisły. Oprócz tego, że jest spoko gościem, to też dawał mi do zrozumienia, że tanio skóry nie sprzeda. Przez to najbardziej korzystał zespół. Myślę, że w tej lidze żadna drużyna nie mogła się pochwalić dwoma bramkarzami na takim poziomie. Ogólnie panowała u nas świetna atmosfera. Muszę też wspomnieć o prezesach. Zbigniew Wuwer i Jan Pilch okazali się bardzo honorowymi i słownymi ludźmi. Przy pomocy Andrzeja Cyrzyka stworzyli nam warunki mocno ponad „okręgówkę”.
SportoweBeskidy.pl: Na coś więcej, choćby awans do V ligi, chyba jednak realnych widoków nie było?
R.J.: Najbardziej realnie patrzyli na to moim zdaniem właśnie prezesi klubu, którzy tego awansu nie oczekiwali z racji tego, że trzeba byłoby przeprowadzić dużo transferów i budować zespół od nowa. Poziom „okręgówki” w Wiśle jest na tę chwilę odpowiednim „rozmiarem kapeluszem”.
SportoweBeskidy.pl: Co dalej? Bo raczej trudno sobie wyobrazić, że zabraknie Cię na beskidzkich boiskach?
R.J.: Kilka zapytań już się pojawiło i jestem w trakcie daleko zaawansowanych rozmów. „Na dniach” wszystko powinno się wyjaśnić odnośnie mojej przyszłości. Grać zamierzam w każdym razie dalej.
SportoweBeskidy.pl: Powód tej mimo wszystko nieoczekiwanej zmiany?
R.J.: Ekonomia (śmiech). Na pewno nie chcę iść już wyżej na tym etapie. Czas mam ograniczony, również z racji obowiązków zawodowych, więc godzenie tego z częstszymi treningami byłoby dla mnie dużym wyzwaniem.
SportoweBeskidy.pl: Z tego, co mi wiadomo to właściwie co sezon chętnych, by mieć Cię w swoim składzie nie brakowało...
R.J.: Aż tak dużo tych klubów chyba jednak nie było. Mam zresztą tak, że jeśli jest mi gdzieś dobrze, to nie szukam niczego na siłę. Lubię stabilizację i nawet, gdybym dostał lepszą finansowo ofertę, to bym z niej nie skorzystał. W Wiśle świetnie się czułem z zawodnikami, którzy tam grali i wspólnie tworzyliśmy bardzo dobrą atmosferę.
SportoweBeskidy.pl: Z perspektywy czasu jak oceniasz poziom obecnej „okręgówki”?
R.J.: Myślę, że utrzymuje się całkiem niezły, aczkolwiek kilka zespołów z czołówki prezentuje się trochę lepiej. Mam wrażenie, że mecze są fajne dla kibiców i bardzo często poziom jest satysfakcjonujący.
SportoweBeskidy.pl: Czego życzyć Rafałowi Jacakowi?
R.J.: Zdrowia i może trochę szczęścia. Na resztę sam sobie zapracuję.