Rehabilitacji nie było
W meczu 7. kolejki Betclic 2. Ligi Rekord Bielsko-Biała podejmował drużynę KKS Kalisz. "Rekordziści" chcieli poprawić morale po ostatniej wysokiej porażce z Unią Skierniewice.
Zespół Rekordu w pierwszej połowie nie wyglądał dobrze. Zauważalne jest, że brakuje tej "iskry", która była odczuwalna na początku sezonu w szeregach biało-zielonych. Ekipa z Kalisza była bardziej dynamiczna - bardziej się jej chciało, choć również nie był to jej wybitny występ. W 4. minucie Karol Danielak nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Wiktorem Kaczorowskim, z kolei tuż przed końcem pierwszej części KKS na prowadzenie wyprowadził Przemysław Zdybowicz, który z bliskiej odległości wpakował piłkę do siatki. I to byłoby na tyle jeśli chodzi o bramkowe okazje obu ekip...
Obraz gry nieco uległ zmianie w drugiej połowie, głównie przez znacznie lepszą grę gospodarzy. Rekordowi można zarzucić słabszą dyspozycję, ale ambicji tej drużynie odmówić nie można. Robił co mógł w ofensywie Jan Ciućka. Swoją okazję zaliczył Dariusz Pawłowski. Goście byli bardzo zdyscyplinowani w szeregach obronnych i to przyniosło im zamierzony rezultat - dowieźli stan 1:0 do końca meczu.
- Nie da się wygrać meczu, grając dwie tak odmienne połowy. Pierwsza była fatalna w naszym wykonaniu. Byliśmy bojaźliwi i nerwowi [...] Druga połowa, po męskiej rozmowie w szatni, to Rekord, na który chce się patrzyć - przyznał na konferencji prasowej Dariusz Rucki, szkoleniowiec Rekord.