Remis nie byłby sprawiedliwy
W rywalizacji Podhalanki Milówka z LKS-em Leśna zanosiło się na zgodny podział punktów, choć przewaga gospodarzy w owym starciu nie podlegała dyskusji.
Z perspektywy całości meczu aż trudno uwierzyć, że Podhalanka losy wygranej przechyliła na swoją korzyść dopiero w samej końcówce. To miejscowi byli stroną dyktującą warunki, to miejscowi też stwarzali sytuacje podbramkowe. Sęk jednak w tym, że je marnowali, w czym spora zasługa doskonale dysponowanego Radosława Pietrasika.
Gole w spotkaniu 21. kolejki „okręgówki” padały po przerwie. Ekipa z Milówki dopięła swego w 50. minucie, ale nie potrafiła dobić przeciwnika. Zapłaciła za to w 84. minucie, kiedy niemal bliźniaczo do niedawnego meczu w Hażlachu po „złamaniu” akcji z lewego skrzydła Andrzeja Nowakowskiego płaskim strzałem pokonał Jakub Jurowski. Futbolówka odbiła się jeszcze od słupka. Po zdobyciu niespodziewanego gola goście spróbowali sięgnąć po pełną pulę, przez co zostawili więcej swobody zawodnikom Podhalanki. W konsekwencji w 90. i 94. minucie Pietrasikowi przyszło wyjmować piłkę z siatki, a gospodarze mogli odetchnąć z ulgą – kolejne wiosenne zwycięstwo osiągnęli sprawiedliwie.
– Wygrał ostatecznie w pełni zasłużenie zespół bezdyskusyjnie lepszy. Gdybyśmy remis dowieźli, to byłoby to rozstrzygnięcie dla nas bardzo, bardzo szczęśliwe – zauważa Piotr Raczek, prezes klubu z Leśnej.