Remisować już nie chcą
Konfrontacja z Puszczą Niepołomice, choć wyjazdowa, dawała duże nadzieje na pierwsze zwycięstwo Podbeskidzia w obecnych rozgrywkach.
To był kolejny trudny mecz dla Podbeskidzia, choć z rywalem znaczącą większość dotychczasowych spotkań przegrywającym. Z inicjatywy gospodarzy na wstępie wynikało niewiele. Blisko otwarcia wyniku było w zasadzie tylko w 11. minucie, kiedy Michał Matys poradził sobie ze strzałem, który oddał po ziemi Bartosz Kurzeja. Bielszczanie też się po pewnej adaptacji do boiskowych warunków przebudzili. W ofensywie próbowali szarpać m.in. Daniel Pietraszkiewicz i Maksymilian Sitek, ale formacji obronnej Puszczy na poważną próbę nie wystawili. Za to w 41. minucie Kurzeja upadł w polu karnym, a sędzia wskazał na „wapno”. Faul Marcina Biernata okazał się kosztowny, bowiem kapitan Filipe Nascimento idealnej sytuacji nie zmarnował i to ekipa z Niepołomic schodziła na przerwę w humorach radośniejszych.
Trener Marcin Włodarski – to już niemal tradycja – w przerwie dokonał roszad w składzie. Pojawił się na placu boju Toki Hirosawa, który mógł zaliczyć błyskawiczną asystę. W 47. minucie nie zdołał jednak z podania skorzystać Lucjan Klisiewicz. Gdy akcja przeniosła się pod drugą bramkę Mateusz Cholewiak sprawdził refleks bielskiego golkipera, co stanowiło poważne ostrzeżenie dla „Górali”. Szczęścia poszukali również w następnym fragmencie gry Kacper Przybyłko i inny z rezerwowych w szeregach Podbeskidzia – Yauheni Shykauka. Górą byli bramkarze. Zwiastowało to w każdym razie emocjonujący finisz i pozostawiało nadzieję, że Podbeskidzie i dziś nie zazna goryczy porażki.
W 71. minucie stało się jednak wielce prawdopodobne, że przyjdzie Bielszczanom po raz pierwszy... przegrać. Cholewiak wygrał pojedynek z Janem Majsterkiem, po czym przytomnym lobem zaskoczył Matysa. Przy różnicy 2 goli piłkarze Podbeskidzia nie zdołali zareagować. Owszem, kilka ofensywnych zrywów było, m.in. celnie uderzał Bartosz Martosz, ale „tyły” Puszczy dobrnęły do ostatniego gwizdka bez jakichkolwiek strat.