To rzadkość, by zespół z Cygańskiego Lasu wieńczył 40-minutową rywalizację bez żadnej zdobyczy bramkowej. Ale tak właśnie się stało w środowy wieczór, który nie przyniósł decydującego triumfu biało-zielonych w kontekście walki o medal brązowego koloru ekstraklasowych zmagań. Któż mógł przypuszczać, że precyzyjny strzał z dystansu Kacpra Sendlewskiego z 7. minuty okaże się tym rozstrzygającym?

Na gola dającego Constractowi prowadzenie poniekąd się zanosiło. Wspomniany łup poprzedziło kilka prób gospodarzy, a przeszkodą w osiągnięciu celu był dobrze dysponowany między słupkami Jakub Florek. Ten stan rzeczy tyczy się całego spotkania, bo golkiperowi Rekordu trudno cokolwiek zarzucić. Szkoda natomiast, że Bielszczanie nie zademonstrowali dziś choć namiastki swoich ofensywnych walorów. Okazji też sobie zbyt wiele nie wypracowali. W 12. minucie bramkarz Roberto Gozi skrócił kąt strzelającemu Miłoszowi Krzempkowi, któremu świetną sytuację wypracował po solowym rajdzie Edgar Varela. Brazylijczyk z Constractu był też na posterunku przy uderzeniu Michała Marka, a słupek uratował go, gdy w 18. minucie z rzutu wolnego celował Varela. Fakt jest jednak taki, że miejscowi zanotowali na półmetku 2-krotnie więcej celnych strzałów, aniżeli "rekordziści".

Druga połowa to ambitne dążenia Rekordu, by przynajmniej przedłużyć dzisiejszą batalię, ale... raz za razem brakowało elementu zaskoczenia dla lubawskiej defensywy. Pomocny nie okazał się nawet rzut karny na 96. sekund przed syreną końcową, zwieńczony interwencją Goziego w odpowiedzi na strzał Franco Spellanzona. W końcówce swoje szanse zaprzepaścili też zawodnicy Constractu, ale ich to wcale nie martwiło przy nikłym, acz korzystnym rezultacie.

Jutro o godzinie 18:00 mecz "o wszystko", czyli medal na finiszu sezonu!