Rywal wzięty z zaskoczenia
Do Leszna po ekstraklasowe punkty udali się futsaliści bielskiego Rekordu. Zadanie, z racji wybornej w tym sezonie postawy miejscowych zawodników w roli gospodarza, mieli bardzo wymagające.
Niemal cały rok GI Malepszy Futsal wszystkich goszczących w Lesznie rywali odprawiał z kwitkiem. Dość wspomnieć, że wyborna seria meczów domowych bez porażki trwała od... stycznia, zahaczając rzecz jasna o bezbłędną postawę podopiecznych Tomasza Trznadla także w kampanii bieżącej. "Rekordzistów", w tych mniej optymistycznych rozważaniach, skazywano na ciężko los, ale sam początek konfrontacji okazał się dla pewnych swego gospodarzy nie lada szokiem...
Nie dało się przewidzieć tego, że bielszczanie tak bezwzględnie potraktują przeciwnika w pierwszych minutach sobotniego spotkania. Zanim minęły pełne 2. minuty rywalizacji po dokładnym dograniu Martina Došy z autu, drogę do siatki znalazł wolej niepilnowanego Grzegorza Haraburdy tuż przy słupku. Niespodzianka? W 4. minucie o takiej można już było śmiało mówić. Przechwyt na środku boiska zaliczył Kacper Pawlus i po solowym rajdzie bez namysłu uderzył, mimo ostrego kąta pokonując Jakuba Andersza.
Przyjezdni znaleźli się w ślad za tymi zdarzeniami na drodze ku jakże wartościowej wygranej w delegacji, a przebieg meczu jasno nakreślił zarazem dalszy scenariusz, zakładający skupienie biało-zielonych na defensywie i ofensywne próby futsalistów z Leszna. Liczne strzały w kierunku "świątyni" strzeżonej przez Michała Kałużę nie przynosiły gospodarzom powodzenia. Dopiero w 35. minucie GI Malepszy Futsal dopiął swego. Piłkę mocno przed bramkę wstrzelił Facundo Setti, a pechowa interwencja Franco Spellanzona zaowocowała "swojakiem". W kluczowych momentach, przy grze konkurenta z tzw. lotnym bramkarzem i dość chaotycznych jego atakach, bielszczanie pozostali niewzruszeni. Koniec końców osiągnęli zwycięstwo numer 7. w obecnym sezonie, lecz bodaj najbardziej wartościowe.