Kiedy w 82. minucie w następstwie zamieszania po rzucie wolnym prowadzenie objęli piłkarze z Czańca – do siatki trafił Bartłomiej Borak – zanosiło się na niespodziewane jakby nie patrzeć zwycięstwo V-ligowca. Tym bardziej, że gdy upłynął regulaminowy czas gry gospodarze wciąż mieli o gola więcej od przeciwnika na koncie. Ten jednak nie zamierzał odpuszczać i na finiszu wyszarpał przepustkę do półfinału na szczeblu podokręgu.

Bielszczanie w dramatycznych okolicznościach meczu ze scenariuszem, którego nie powstydziłby się genialny Alfred Hitchcock, wyrównali w trybie „last minute” w 93. minucie. Z dośrodkowania z bocznego sektora skorzystał Klaudiusz Jurek. I tym się nie zadowolili. Po wznowieniu gry od środka zadali po przechwycie piłkarzom LKS-u cios nokautujący. Sprawy w swoje ręce wziął Wiesner, który po otrzymaniu piłki w okolicy 16. metra solowo wykończył ofensywną próbę „dwójki” Podbeskidzia. Przyjezdni mogli więc fetować awans, który absolutnie nie przyszedł faworytowi łatwo.

Po spotkaniu miejscowi nie mogli pogodzić się z tym, że decydujące trafienie padło już po upływie czasu doliczonego przez arbitra. Wspominali też o sytuacji z 72. minuty, gdy w polu karnym upadł Filip Moiczek. Nieco wcześniej z kolei to „Górale” domagali się wskazania na „wapno”, kiedy futbolówka trafiła w „16” w rękę jednego z czanieckich zawodników.

Z aspektów czysto boiskowych odnotować można większą aktywność LKS-u w pierwszej części. Tomasz Lach bronił uderzenia Pawła Kozioła, Filipa Handego oraz Moiczka. Przebudzenie podopiecznych Tomasza Górkiewicza nastąpiło. Druga połowa to m.in. słupek po strzale Jurka, bliska powodzenia próba Wiesnera czy blokowane w kluczowych momentach autorstwa Grzegorza Janusza oraz Mateusza Klimczaka.