Sebastian Gruszfeld: Obie strony chciały tego powrotu
To jeden z najbardziej spektakularnych powrotów trenerskich ostatnich lat w beskidzkim środowisku piłkarskim. Sebastian Gruszfeld rozstał się z GKS-em Radziechowy-Wieprz, by ponownie poprowadzić w nowym sezonie Bory Pietrzykowice. To kluczowy wątek STREFY WYWIADU z doświadczonym szkoleniowcem.
SportoweBeskidy.pl: Żal opuszczać Radziechowy?
Sebastian Gruszfeld: Pewnie, że tak, natomiast jest to z mojej strony przemyślana decyzja. Zawsze staram się takie podejmować, gdy mają dużą wagę, a tak jest w tym konkretnym przypadku. Bardziej może powiedziałbym, że jest trochę smutku, bo liczyłem mimo wszystko na jeszcze dłuższy tutaj pobyt i osiąganie coraz lepszych wyników. Spotkałem tu w Radziechowach wielu wspaniałych ludzi, którzy „Fiodorentinę” mają w sercu i też miałem sposobność współpracować z bardzo zaangażowanym zarządem. Będę ten okres naprawdę dobrze wspominał.
SportoweBeskidy.pl: Jakiegoś spektakularnego wyniku na miarę choćby walki o awans do wyższej ligi osiągnąć się jednak nie udało.
S.G.: To prawda, aczkolwiek 5. miejsce na koniec sezonu, który właśnie się zakończyć, z zaledwie 3-punktową stratą do podium, to jak na szeroko rozumiany potencjał wynik nawet ponad stan. Bo jeśli dołożymy do tego wszystkiego frekwencję treningową, a zwłaszcza meczową, to osiągnięcie, które przywołałem nabiera innego wymiaru. Warto sobie uzmysłowić, że na 13 meczów ligowych rozegranych w rundzie wiosennej średnio zawodnik był na 9. To bardzo mało. Były takie spotkanie, do których przystępowaliśmy kadrą złożoną z 12-13 zawodników. O jakąkolwiek reakcję z boku trenera jest wtedy. ekstremalnie ciężko.
SportoweBeskidy.pl: Przy lepszej frekwencji GKS mógł znaczyć w „okręgówce” coś więcej?
S.G.: W moim odczuciu zdecydowanie tak. Fajnie się ten rok zaczął. Od stycznia do marca frekwencja treningowa była na poziomie ponad 70 procent. W sparingach wyglądaliśmy bardzo solidnie, a później przyszedł okres startowy, w którym dochodziło do tego, że kilka jednostek treningowych trzeba było odwoływać. To ciężkie realia, aby iść znacząco do przodu.
SportoweBeskidy.pl: W Pietrzykowicach będą one zupełnie inne przy bliźniaczym szczeblu rozgrywkowym?
S.G.: Nie wiem czy zupełnie inne, ale liczebność aktualnej kadry Borów jest zgoła odmienna od tej, którą dysponowałem w Radziechowach. W większości znam tych chłopaków i uważam, że na starcie jest to już spory atut. Wierzę, że poprzez budowanie zdrowych relacji na linii drużyna-trener, trener-zarząd i również zarząd-drużyna, w oparciu o doświadczenia, które już wyniosłem z poprzednich lat, zmobilizujemy się odpowiednio do ciężkiej pracy i dbania o frekwencję, co uznaję za jeden z kluczowych elementów.
SportoweBeskidy.pl: Znajomość zawodników to jedna strona medalu, bo w dużej mierze są w Pietrzykowicach piłkarze wiekowi, a to odświeżenie kadry nie jest chyba jakieś znaczące?
S.G.: Jasne, że spora jest grupa piłkarzy, którzy w Pietrzykowicach są od lat. Są też dzięki temu z klubem mocno związani i chcą dla Borów grać. Ale młodych i perspektywicznych też nie brakuje. Wiosną tacy zawodnicy także odgrywali w tym zespole istotne role. Pomyślimy w każdym razie, aby przy zachowaniu trzonu ktoś jakościowy jeszcze do naszej drużyny dołączył. W Pietrzykowicach od mojej ostatniej przygody z tym klubem zmieniło się bardzo dużo. Klub inaczej funkcjonuje, są zmiany w zarządzie, które wywarły pozytywny wpływ, również na opinię i to jak chętnie do Borów przychodzą kolejni zawodnicy, choć nie ma tu jakichś potężnych zasobów finansowych.
SportoweBeskidy.pl: Czy rozmawiając o powrocie trenera do Pietrzykowic pojawiły się jakiekolwiek kwestie sporne w rozmowach z zarządem?
S.G.: Absolutnie nie było takich kwestii. To była „krótka piłka” i obie strony tego chciały. Dodam, że oferta z Pietrzykowic nie pojawiła się teraz pierwszy raz, bo wcześniej też taki temat był. Myślę, że to efekt poprzedniego mojego pobytu w tym klubie i okresu 4,5 roku dobrej, efektywnej pracy czy też stworzenia sprzyjającego klimatu. Czas na drugą odsłonę, na którą bardzo się cieszę.
SportoweBeskidy.pl: Jakie są oczekiwania obu stron wraz z otwieraniem tego nowego rozdziału?
S.G.: Z mojej perspektywy mogę powiedzieć o dalszej chęci rozwijania się i przeżywania emocji towarzyszących kolejnym meczom. Zarząd oczekuje stabilizacji oraz rozwoju indywidualnego i zespołowego, natomiast nikt nie mówi o awansie do V ligi jako celu niezbędnym do zrealizowani. Chcemy być w ścisłej czołówce ligi okręgowej i co do tego chyba nikt wątpliwości nie ma. Oczekuję częstego wygrywania, ale też, aby na każdej płaszczyźnie – wynikowej i związanej z relacjami interpersonalnymi – pójść do przodu. Postaramy się to wszystko sensownie posklejać.
SportoweBeskidy.pl: Jakiego kolejnego sezonu w „okręgówce” należy się spodziewać?
S.G.: Szczerze to... do końca nie wiadomo. Mówi się, że będzie to ostatni sezon rywalizacji z udziałem 14 zespołów. Będzie więc wówczas na pewno swobodniej, jeśli mówimy o grze o utrzymanie. Z czysto piłkarskich względów spodziewam się mocnej stawki. Bo choć nie będzie w niej hegemona z Puńcowa, to pojawi się Góral Istebna jako spadkowicz z V ligi, który ma zamiar zmontować silny skład. Z żywieckiej A-klasy awansuje Maksymilian Cisiec z naprawdę solidnym zespołem. Więc ta liga będzie pewnie jeszcze bardziej wyrównana.