Wstyd i kompromitacja

Powyższe słowa padły z ust trenera Grzegorza Szymika, który samokrytycznie odniósł się do postawy żywieckiej Koszarawy w derbach z Sołą. Gospodarze już w 4. minucie za sprawą Krzysztofa Janika dokonali otwarcia wyniku meczu i wydawało się, że rywala bez zwycięstwa w całym sezonie rozgromią. Nic bardziej mylnego. – Były sytuacje, aby wynik podwyższyć, ale to pojawiały się złe decyzje, to znów za dużo było fantazji. I z każdą kolejną minutą wyglądaliśmy coraz gorzej. „Karmiliśmy” indywidualnymi błędami przeciwnika, który to bezwzględnie wykorzystywał – zauważa grający szkoleniowiec „bitego” faworyta spotkania.

W 70. minucie kibice Koszarawy przecierali oczy ze zdumienia, kiedy dublet po pauzie do ofensywnego dorobku Soły dołożył Robert Picheta, dając „czerwonej latarni” A-klasy sensacyjne prowadzenie 3:1. W 83. minucie Kacper Piórecki dał nadzieję miejscowym, którzy strzelili nawet gola wyrównującego, ale ten uznany przez sędziego nie został z racji spalonego. W doliczonym czasie Wojciech Golański przypieczętował udaną delegację outsidera, podtrzymującego marzenia o pozostaniu w lidze.

Koszarawa? Osunęła się w tabeli na 4. miejscu i w niepamięć idzie już inauguracyjna „demolka” zafundowana Beskidowi Gilowice. – Mamy swoje problemy kadrowe, bo naliczyłem 8 kontuzji, które uprzykrzają nam życie. Co chwilę ktoś ze składu wypada, natomiast kadrę mamy na tyle szeroką, że powinniśmy sobie poradzić. Nie umniejszając rywalowi – w poprzednim sezonie przegraliśmy u siebie tylko raz z mistrzem z Leśnej, więc mamy się teraz czego wstydzić, bo totalnie nie podołaliśmy – klaruje Szymik.

Każdy z każdym punktować może

Na potwierdzenie tezy przywołanej – mecz w Czernichowie. Skazywana na pożarcie, zajmująca niezmiennie przedostatni „plac” w tabeli Magórka, nic nie robiąc sobie z bramek strzelanych przez „dwójkę” Stali-Śrubiarnia, w końcówce rzutem na taśmę urwała punkt faworyzowanym gościom. Kluczowe „fanty” na 2. z rzędu remis 4:4 to dzieło DamianaMarcina Dobranowskiego. – Wiem, że ekipa z Żywca grała w składzie mocno odmłodzonym, włącznie z zawodnikami z rocznika 2010 w składzie. Na tle fizycznie grającego przeciwnika często ta młodość wychodzi, a argumenty piłkarskie mają mniejsze znaczenie – wyjaśnia nasz rozmówca.

Podniosła się po przeciętym starcie wiosny Soła Rajcza. Choć to Góral pierwszy trafił do siatki, Jakub Gawalewicz szybko wyrównał, a krótko po wznowieniu gry kierunek na wygraną nakreślił Damian Salachna. – Po derbach przeciwko nam nie był to łatwy wyjazd dla Górala. Soła bardzo chciała się odkuć, bo z Gilowic wyjechała rozbita. Miała ku temu świetną okazję i widać, że się zmobilizowała – ocenia szkoleniowiec Koszarawy.

Poderbowa podmianka lidera

Zastopowany został wiosenny marsz rezerw Orła Łękawica. Z ich terenu wszystkie „oczka” wywiózł Beskid Gilowice, który na powrót liczy się w batalii o najwyższe cele. W Łękawicy dublet odnotował Bartosz Sala, otwierając wynik już w 11. minucie meczu. – Derby to takie specyficzne mecze, bo kto pierwszy zdobywa gola, ten zyskuje dużą przewagę mentalną. Sami się o tym przekonaliśmy przeciwko Góralowi. W Łękawicy nie gra się łatwo, więc szacunek za wyjazdową wygraną się należy. Już z Kamilem MałolepszymMarcinem Osmałkiem w składzie Beskid będzie się liczył. Jeśli zdrowie będzie czołowym zawodnikom dopisywać, to nie zdziwiłbym się, gdyby do końca sezonu ten zespół wygrał wszystko – podkreśla Szymik.

Mimo statusu derbowego, wyższość czysto piłkarską nad Metalem Węgierska Górka udowodnił Maksymilian Cisiec, już do przerwy aplikując podopiecznym Dominika Natanka 4 gole. Kibicom ze świetnej strony zaprezentowali się tradycyjnie zawodnicy z Ukrainy, w tym m.in. Dmytro Imanhulov z debiutanckim dubletem ligowym dla nowego lidera na koncie. – Wśród drużyn pretendujących do awansu Maksymiliana wymienia się w pierwszym szeregu i to oczywiste. Zgranie jest moim zdaniem dużym jego atutem, dodatkowo po zimie ta drużyna została wzmocniona personalnie – analizuje Grzegorz Szymik.

„Stykowe” potyczki

Nieco w cieniu najważniejszych zdarzeń o punkty rywalizowały ekipy z Trzebini i Sopotni. Gospodarze dążyli do tego, by nieco odskoczyć duetowi z końca stawki, goście zaś marzą o spokojnym finiszu sezonu. – Byłem na tym meczu i Grapa wcale nie musiała go przegrać. Nawet 3 punkty były w jej zasięgu, bo sytuacji dogodnych gospodarze stworzyli sobie więcej. Niedosyt po tym spotkaniu musi być w Trzebini naprawdę duży – uważa trener żywczan.

Nietypowy, jak na szczebel a-klasowy wynik padł w niedzielę w Lipowej. Ani Skrzyczne, ani Świt nie przeprowadziły akcji zaskakującej dla defensywy przeciwnika, pozostając sąsiadami w tabeli na miejscach 6-7. A już typowo ciekawostkowo – Świt po raz 2. z rzędu zagrał „na zero” w obronie, gospodarze wspomnianej potyczki jeszcze wiosną nie cieszyli się z gola zdobytego.

Wyniki 16. kolejki:

Metal Węgierska Górka – Maksymilian Cisiec 0:5 (0:4)
Gole: Imanhulov (2), Kostenko, Kamenev, Guilherme

Orzeł II Łękawica – Beskid Gilowice 0:2 (0:1)
Gole: Sala (2)

Soła Rajcza – Góral Żywiec 3:1 (1:1)
Gole: Gawalewicz, Salachna, Zawada – Kosiec

Koszarawa Żywiec – Soła Żywiec 2:4 (1:1)
Gole: Janik, Piórecki – Picheta (2), Dybał, Golański

Magórka Czernichów – Stal-Śrubiarnia II Żywiec 4:4 (1:1)
Gole: Chornyi, M. Dobranowski, D. Dobranowski, Wolf – Kantyka (2), Hernas, Góra

Grapa Trzebinia – LKS Sopotnia 1:2 (1:0)
Gole: Duraj – Radwaniak, Pastor

Skrzyczne Lipowa – Świt Cięcina 0:0

TABELA/TERMINARZ