- Ważną rolę odegrała w tym spotkaniu "głowa". Zespół z Jaworza miał więcej determinacji i za to należą im się słowa uznania. Przespaliśmy początek meczu i to było kluczowe - zauważa w rozmowie z naszym portalem Daniel Feruga, szkoleniowiec Rotuza. 

 

Jaworzanie potrzebowali trzech minut, aby cieszyć się z trafienia. Felipe De Abreu Dias golem zakończył akcję Bartłomieja Matuli Dariusza Sieroty. W 11. minucie już było 2:0. Szybki atak Czarnych, podanie Felipe, a na końcu bramka Daniela Brudnego. Drużyna z Bronowa nie zamierzała tak zostawić sprawy. Kontakt Rotuzowi dał grający trener. Piłka po dośrodkowaniu Ferugi z rzutu wolnego... wpadła - ku zaskoczeniu - do bramki. W 30. minucie stan rywalizacji się wyrównał po samobójczym trafieniu Krystiana Makowskiego po bitej piłce z wolnego przez Ferugę. Rotuz "oddał" jednak samobója swojemu rywalowi. W 38. minucie niefortunnie piłkę do własnej bramki skierował Jakub Mencnarowski, choć chwilę wcześniej to Rotuz mógł prowadzić. Z bliskiej odległości w słupek trafił Mateusz Wronka. 

 

Druga połowa miała już mniej szalony przebieg. Czarni bardziej konsekwentnie i szczelnie trzymali "gardę", jednak w 68. minucie Makowski trafił, tym razem dla swojej ekipy. Zawodnik Czarnych głową zwieńczył dośrodkowanie Damiana Ścibora z rzutu rożnego. Na listę strzelców dla jaworzan mógł wpisać się w drugiej części także Ivan Tkachuk, któremu na przeszkodzie stanął słupek. Ostatecznie jaworzanie wygrali 4:2 po bardzo interesującym spotkaniu. 

 

- Zagraliśmy bardzo konsekwentnie. Mecz był bardzo otwarty, szczególnie w pierwszej połowie. Było trochę "hokeja", ale skorzystali na tym kibice - uśmiecha się Tomasz Wuwer, szkoleniowiec Czarnych.