Stałe fragmenty dały o sobie znać
W miniony weekend zawodnicy Wisły Strumień musieli uznać wyższość LKS-u Wisła Wielka. Spotkanie rozegrane na niewielkim boisku miało specyficzny charakter i w dużej mierze zostało zdeterminowane przez warunki, w jakich toczyła się gra.
- Mecz był bardzo wymagający, głównie ze względu na niewielkie boisko. Na tak ograniczonej przestrzeni trudno o kreowanie dogodnych sytuacji bramkowych, ponieważ zawodnicy mają mało miejsca na podejmowanie działań. W takich warunkach kluczowe są szybka i dokładna gra oraz pełna koncentracja przez całe spotkanie - podkreślił na łamach klubowej strony trener Wisły, Mateusz Szatkowski.
Od pierwszych minut było widać, że ograniczona przestrzeń nie sprzyja budowaniu składnych, wielopodaniowych akcji. Każde przyjęcie piłki odbywało się pod presją, a zawodnicy obu zespołów zmuszeni byli do podejmowania błyskawicznych decyzji. W takich realiach nietrudno o błędy, które rywal potrafił bezlitośnie wykorzystać. Gospodarze skuteczniej odnaleźli się w tej boiskowej „ciasnocie”, choć Wiśle nie można było odmówić zaangażowania i momentami dobrej organizacji gry.
Strumienianie dwukrotnie znajdowali drogę do siatki. Na listę strzelców wpisali się Jakub Puzoń oraz Bartosz Wojtków, jednak ostatecznie to rywale zdobyli o jedną bramkę więcej. Po raz kolejny problemem okazały się stałe fragmenty gry, po których Wisła straciła dwa gole. - Ponownie straciliśmy dwie bramki po stałych fragmentach gry i jest to element, który zdecydowanie musimy poprawić. Zawodnicy muszą mieć świadomość, że moment, w którym piłka opuszcza boisko, nie jest czasem na odpoczynek, lecz na szybką organizację i przygotowanie do kolejnej fazy gry - zaznaczył szkoleniowiec.