- Mieliśmy plan na ten mecz. Chcieliśmy zagrać zapobiegawczo, bo wiedzieliśmy, że GLKS będzie miał posiłki z pierwszej drużyny. Nie chcieliśmy się otwierać, zależało nam na cierpliwości i czekaniu na swoją okazję. Uważam, że dobrze realizowaliśmy te założenia, poza dwoma stałymi fragmentami, po których straciliśmy gole. Po straconej bramce zabrakło nam trochę tlenu, ale po przerwie zagraliśmy odważniej - mówi nam trener LKS-u Bestwina, Marcin Stefanowicz.

 

Pierwsza połowa przebiegała zgodnie z założeniami gości, którzy skupiali się na zabezpieczeniu dostępu do własnej bramki i wyczekiwaniu na swoją szansę. Gospodarze potrafili jednak wykorzystać jeden z nielicznych momentów dekoncentracji defensywy LKS-u. W 36. minucie, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, najlepiej w polu karnym odnalazł się Aleksander Poniński i otworzył wynik spotkania.

 

Po zmianie stron zespół z Bestwiny zaprezentował się odważniej, częściej goszcząc na połowie rywala. Mimo tego długo brakowało klarownych sytuacji. Przełamanie nastąpiło w 73. minucie, gdy Wojciech Waluś przejął piłkę przed polem karnym, zszedł do środka i precyzyjnym strzałem po długim słupku doprowadził do wyrównania. Gol dodał gościom wiary w korzystny rezultat, jednak ponownie dały o sobie znać problemy przy stałych fragmentach. W 83. minucie, po kolejnym rzucie rożnym i zamieszaniu w polu karnym, gospodarze zdobyli bramkę na wagę zwycięstwa.