Stwierdzenie, że pierwsza połowa - po prostu - się odbyła, mijałoby się nieco z prawdą. Ale faktem jest, że kibice zgromadzeni w hali "Widok" nie zobaczyli futsalowego spektaklu, a w zamian dostali pokaz ciekawych taktycznych rozwiązań. Niemniej, "coś się działo"... W 9. minucie Franco Spellanzon dał gościom sygnał ostrzegawczy, trafiając w słupek po efektownej akcji z Michałem Markiem. Goście natomiast najlepszą próbę odnotowali tuż przed końcem pierwszej części. Przedłużonego rzutu karnego, po sześciu faulach Rekordu, nie wykorzystał Remigiusz Spychalski. 

 

Bez wątpienia więcej działo się po przerwie. Na wstępie drugiej części stuprocentowej sytuacji nie wykorzystał Kadu, z dalszej odległości chybił Mikołaj Zastawnik. W odpowiedzi, Spychaliski "ostemplował" słupek Rekordu. W 23. minucie Martin Doša potężnie uderzył z dystansu, a piłkę trącił jeszcze Michał Marek i to on cieszył się z trafienia. Kilkadziesiąt sekund później było już 2:0, gdy Spellanzon zamienił na gola rzut rożny rozegrany przez Pawła Budniaka. W 28. minucie Rekord prowadził trzema bramkami - precyzyjny wyrzut Michała Kałuży na głowę Marka, a na końcu gol Došy. 

 

Na tym jednak nie zakończyły się emocje. Dwie minuty później przyjezdni podjęli "rękawice" po bramce Spychalskiego. Ich radość trwała jednak... zaledwie 12. sekund. Grzegorz Haraburda wykazał się precyzyjnym strzałem z dalszej odległości. Wynik spotkania ustalił bramkarz drużyny z Torunia Kevin Kollar, jednak nie miało to wpływu na kwestię zwycięzcy tego meczu. Rekord notuje bardzo dobry i optymistyczny początek sezonu w Futsal Ekstraklasie.