- Zagraliśmy bardzo dobry mecz. Przez moment straciliśmy co prawda kontrolę, ale ogólnie był to udany występ. Ten tydzień pracy zdecydowanie zaprocentował i cieszy nas to, co zobaczyliśmy na boisku - mówi Patryk Pindel, trener Spójni. 

 

Pierwsza połowa była dość wyrównana, a oba zespoły długo szukały rytmu. Jedyna bramka tej części padła w 21. minucie. Po krótko rozegranym rzucie rożnym Patryk Czader posłał piłkę w pole karne, a Mateusz Madzia skutecznie wykończył akcję, dając Spójni prowadzenie.

 

Po przerwie obraz gry diametralnie się zmienił. Beskid w 55. minucie doprowadził do wyrównania, jednak była to tylko chwila nadziei dla V-ligowca. Już dwie minuty później Czader wykorzystał zamieszanie w polu karnym i ponownie wyprowadził Spójnię na prowadzenie. W 60. minucie było już 3:1, gdy Mateusz Kowalczyk sfinalizował akcję po asyście Giorgiego Merebaszwiliego. Kolejne minuty to prawdziwa ofensywna dominacja gospodarzy. W 65. minucie na listę strzelców wpisał się testowany zawodnik, który po efektownej klepce z Czaderem podwyższył wynik. Chwilę później Beskid odpowiedział trafieniem na 4:2 po rykoszecie i strzale zza pola karnego, ale był to ostatni akcent ofensywny gości.

 

Końcówka spotkania należała już w pełni do Spójni, a bohaterem został Bartłomiej Ślosarczyk. Najpierw w 80. minucie pewnie wykorzystał rzut karny, który sam wywalczył, następnie dwie minuty później wykończył składną akcję zespołu, a w 85. minucie skompletował hat trick, trafiając z bliskiej odległości. Wynik meczu ustalił w 90. minucie Igor Mencnarowski.