Świetna pierwsza zadecydowała
W Skoczowie “majówkę” przywitano z wysokiego C. Przy licznie zgromadzonej widowni, Beskid odnotował pewne zwycięstwo w meczu z Bialską Stalą.
W premierowych trzech kwadransach Skoczowianie osiągnęli wyraźną przewagę na boisku i wynik do przerwy dość dobrze oddaje jej przebieg. Choć, gdyby nie czujna postawa Filipa Dyducha w bramce BKS, rezultat mógłby być wyższy. Wszystko zaczęło się w 7. minucie. Wówczas to Antoni Krzak wywalczył dla gospodarzy rzut karny, który na gola zamienił Piotr Dyczek.
Beskid ani myślał się zatrzymywać. Ich ofensywne akcje, szczególnie te po rajdach skrzydłami, były niezwykle skuteczne. W 21. minucie na 2:0 podwyższył Paweł Baranowski, na wślizgu puentując dogranie z lewego skrzydła. Chwilę później Skoczowianie dołożyli kolejne trafienie, gdy Michał Pietraczyk z zimną krwią zakończył sytuację sam na sam. Trener BKS-u, Juraj Dancik, na boiskowe wydarzenia zareagował potrójną zmianą w 32. minucie.
To dało dobry impuls w drużynie gości. W 47. minucie BKS dał sygnał, że nie zamierza oddać pola bez walki. Kapitan Bialskiej Stali, Dariusz Łoś zachował zimną krew w podbramkowym zamieszaniu i umieścił piłkę w siatce. W kolejnych fragmentach spotkanie straciło na intensywności. Sytuacji strzeleckich było jak na lekarstwo, żeby nie powiedzieć, że nie było ich w ogóle. W 82. minucie Legbo Waakoonwi miał dobrą okazję, aby zdobyć bramkę kontaktową, jednak “na posterunku” był bramkarz Beskidu. Chwilę wcześniej swoją szansę mieli gospodarze, a konkretniej Kacper Moroń.
Ostatecznie stan 3:1 utrzymał się do końca meczu. Świetna pierwsza połowa w wykonaniu Beskidu miała decydujący wpływ na jego losy.