Mecz z juniorami Beskidu Skoczów miał niecodzienny przebieg i różne oblicza z perspektywy obu drużyn patrząc. Strażak zaczął znakomicie – Bartosz Pomeranek w 8. minucie wykorzystał wrzutkę Dariusza Stokłosy z rzutu rożnego, a w 13. minucie wynik na rzecz gospodarzy poprawił uderzeniem z dystansu Jakub Kubicius. I na tym zawodnicy z Dębowca nie poprzestali, bowiem w 29. minucie po raz pierwszy na liście strzelców zaistniał Eryk Piekar. Było więc do przerwy 3:0, a prócz ofensywnych zysków reprezentant „okręgówki” konsekwentnie spisywał się „w tyłach”.

Na komplikację nie zanosiło się żadne, gdy w 46. minucie Piekar spuentował świetną akcję Oliwiera Ziebury. Po zmianach w składzie równowaga Strażaka została jednak zachwiana. To i tak jednak zgoła szokujące, że w 64. minucie był... remis 4:4. Młodzież ze Skoczowa do siatki trafiała w okresie kwadransa m.in. z rzutu rożnego i rzutu karnego. Reakcja miejscowych na niekorzystny obrót zdarzeń była jednak właściwa. W 66. minucie prowadzenie przywrócił J. Kubicius, a ostatni akcent stanowiła bramkowa zdobycz Ziebury z 72. minuty.

– Sparing w tygodniu, więc potraktowaliśmy ją najzwyczajniej jako jednostkę treningową dla wszystkich. Każdy mógł zagrać i się pokazać, natomiast w mojej głowie wyjściowy skład na ligę już się wykrystalizował – komentuje Łukasz Agata, szkoleniowiec Strażaka.