Szlagier z pogromem, który niczego nie przesądza
Uczestnicy rozgrywek żywieckiej A-klasy – dodajmy od razu nie wszyscy wobec stanu kilku boisk uniemożliwiającego rywalizację – powrócili, by walczyć o ligowe punkty. Już na samym wstępie rundy wiosennej doszło do bezpośredniej potyczki kandydatów do awansu.
Z dużej chmury...
Starcie Koszarawy Żywiec z Beskidem Gilowice awizowano jako takie, które może dać odpowiedź na kluczowe pytanie – która z drużyn po zimowych wzmocnieniach ma więcej argumentów, by sięgnąć po mistrzostwo? Być może i udzielanie jej na podstawie sobotniego meczu byłoby na wyrost, ale wątpliwości nie ulega, że w świat „idzie” końcowy rezultat – w pełni satysfakcjonujący żywiecką drużynę.
– Trzeba rywalowi pogratulować, bo zwycięstwo 4:0 nie jest minimalne i trudno mówić o przypadku. Za jakiś czas nikt nie będzie pamiętał, jak graliśmy i że na boisku walka była długimi momentami zacięta. Fakt – nie zapowiadało się na tak wysoką naszą porażkę, ale dostaliśmy 2 „gongi” po błędach indywidualnych, w krótkim odstępie czasu Koszarawa strzeliła kluczowe gole i mentalnie ciężko było nam wrócić do pozytywnych myśli – ocenia Seweryn Kosiec, szkoleniowiec ekipy z Gilowic.
Do odnotowania czysto kronikarskiego niewątpliwie to, że gospodarze między 43. a 47. minutą aż 3-krotnie pokonywali bramkarza Beskidu. Strzelanie otworzył Krzysztof Janik, a następne ciosy zadał niezawodny Kacper Piórecki. Na finiszu spotkania pogodzonych z ciężkim inauguracyjnym losem gości dobił Dariusz Wąsik.
Wszystko wciąż możliwe
Beskid do a-klasowego hitu przystąpił poważnie osłabiony kadrowo. Zabrakło m.in. zawodników pozyskanych zimą, którzy mieli stanowić wzmocnienie drużyny – Marcina Osmałka z uwagi na kontuzję i Kamila Małolepszego ze względu organizacyjnych. W ofensywie widoczna była ponadto absencja Wiktora Ormańca, doświadczeniem boiskowym wesprzeć drużyny nie mógł Tomasz Kastelik. – Nie ma co zwalać winy na braki personalne. Pojawiły się takie, a nie inne sytuacje losowe i powinniśmy sobie lepiej dać radę, mając do dyspozycji piłkarzy, którzy nieźle radzili sobie jesienią – wyjaśnia szkoleniowiec Gilowiczan.
Jak dodaje trener Kosiec – i trudno z tą opinią polemizować – wygrana Koszarawy z Beskidem, choć różnica między tymi drużynami to obecnie 4 „oczka”, niczego w kwestii końcowego rozstrzygnięcia nie przesądza. – Liga jest bardzo wyrównana, dodatkowo wiosną widać często większą mobilizację. Jestem przekonany, że drużyny z czołówki będą punkty gubić. Wystarczy, że coś źle się poukłada, choćby zachwiana zostanie stabilność kadrowa. „Dwójki” idą jak burza na początku rundy, ciężko gra się w Lipowej, solidnie wzmocniła się Soła Rajcza, do tego mecze derbowe... Będzie się działo, co sprawia, że mamy dosyć atrakcyjne rozgrywki w tym sezonie – mówi Seweryn Kosiec.
Gromiące „dwójki”
Po raz drugi na wiosnę zagrały rezerwy Orła Łękawica i ponownie pokazały swoją siłę. Tym razem – bez większego zaskoczenia – obecny lider stawki rozbił Świt Cięcina, a wtórnie pierwszoplanową rolę odegrał Robert Mrózek. Z rundą wybornie przywitała się „dwójka” Stali-Śrubiarnia, która żywieckiej Sole w derbach zaaplikowała aż tuzin bramek. Prawdziwej „demolki” przyjezdni doznali między 25. a 42. minutą, kiedy kapitulowali 6 razy. Z kolei ostatni kwadrans potyczki to 3 gole w krótkim odstępie czasu autorstwa Stanisława Zajdlera. Wspólnie z Maciejem Pułką ten zawodnik gospodarzy okazał się „królem polowania” z efektownym „czteropakiem” na koncie indywidualnym.
Wyniki 14. kolejki:
Koszarawa Żywiec – Beskid Gilowice 4:0 (2:0)
Gole: Piórecki (2), Janik, Wąsik
Stal-Śrubiarnia II Żywiec – Soła Żywiec 12:0 (6:0)
Gole: Pułka (4), Zajdler (4), Stokłosa (2), Góra, Kantyka
Orzeł II Łękawica – Świt Cięcina 5:1 (2:0)
Gole: R. Mrózek (3), Duda, Zawiła – Piątek
Mecze przełożone z powodu niekorzystnych warunków pogodowych:
Góral Żywiec – Magórka Czernichów
Grapa Trzebinia – Maksymilian Cisiec
Metal Węgierska Górka – Skrzyczne Lipowa
LKS Sopotnia – Soła Rajcza
TABELA/TERMINARZ