– W sobotę o moim odejściu mówiło się na Żywiecczyźnie chyba więcej, niż o pożegnaniu Roberta Lewandowskiego z Barceloną – uśmiecha się Grzegorz Szymik, któremu po ostatnim spotkaniu ligowym żywieckiej A-klasy włodarze Koszarawy zakomunikowali chęć rozstania.

Jak podkreśla sam zainteresowany, decyzja była zaskoczeniem, aczkolwiek już w trakcie mało pomyślnej dla Żywczan rundy wiosennej mówiło się o „gorącym krześle” w Koszarawie. – To przykre dla mnie co się wydarzyło. Super była sama reakcja drużyna, która stanęła za mną. Po rozmowie z zarządem przekazałem informację o moim zwolnieniu i piłkarze nie mogli w to uwierzyć. Dostałem wiele słów wsparcia i telefonów, nawet od zszokowanych zawodników naszego sobotniego przeciwnika. Podnieśliśmy się w naszej wciąż mało komfortowej sytuacji kadrowej i z trudnym rywalem zagraliśmy świetny mecz – zaznacza Szymik, nawiązując do pomeczowych zawirowań i samego triumfu swojego byłego zespołu 4:2 nad „dwójką” Orła Łękawica.

Wygrana w minionej kolejce o tyle niewiele zmieniła, że szanse Koszarawy na wygranie ligowej rywalizacji są jedynie iluzoryczne. – Przyszedłem tu budować drużynę na przyszłość i szliśmy małymi kroczkami do przodu, łącząc przy tym całkiem nieźle w mojej ocenie młodość z doświadczeniem. Już od zimy mieliśmy jednak poważne problemy kadrowe, ale mimo tego nie rezygnowaliśmy z realizacji postawionego celu awansu. Uważam, że można było spojrzeć na to wszystko trochę inaczej. Trudno racjonalnie wytłumaczyć to, co się stało, ale takie są uroki piłki – wyjawia były trener reprezentanta „Serie A”.

– Chciałbym podziękować wszystkim zawodnikom i osobom, które się do mnie odezwały. W klubie miałem wsparcie przez ten czas, który tu spędziłem i nie mogę na nic za bardzo narzekać – dodaje Grzegorz Szymik, który na trenerskie bądź zawodnicze bezrobocie najpewniej długo narzekał nie będzie.