Szybko strzelali i przestać nie zamierzali
Do największego pucharowego pogromu w rywalizacji I rundy doszło w Łękawicy. Scenariusz niniejszy dało się jednak przewidzieć.
Dla b-klasowej ekipy z Pewli Ślemieńskiej konfrontacja u IV-ligowca w oczywisty sposób wiązała się z wyzwaniem i całkiem realnym prawdopodobieństwem odebrania bolesnej lekcji futbolu. Potwierdzenie nastąpiło w tempie iście ekspresowym, bo po 120. sekundach pucharowego starcia było... 2:0. Filip Moiczek podał do Roberta Mrózka, za moment obaj ofensywni zawodnicy Orła zamienili się rolami, a ich trafienia jasno wskazały kierunek spotkania. Przed przerwą skompletowali dublety, ale wynik 4:0 aż tak źle z perspektywy gości nie wyglądał.
W samej jednak tylko drugiej odsłonie kibice w Łękawicy byli świadkami dwucyfrowej liczby bramek. Po godzinie dystans między drużynami uległ podwojeniu, wówczas 4 gole na koncie miał R. Mrózek. Najskuteczniejszy piłkarz Orła w jednostronnej konfrontacji ostatecznie dobił do 5 – w 72. minucie, kiedy faworyt „odjechał” na... 12:0. Na koniec – w 85. i 89. minucie – strzelał Damian Troc. Młody zawodnik wypożyczony ze Stali-Śrubiarnia Żywiec spożytkował rzut rożny, a ustalenia rezultatu dokonał precyzyjnym uderzeniem przy słupku zza „16”.
– Zdawaliśmy sobie sprawę, że będzie to takie treningowe granie. Chwała rywalowi za to, że chciał grać, bo różnica na boisku była potężna. My wcale nie mieliśmy jakiejś maksymalnej skuteczności, ale cieszy chęć zdobywania bramek, jak również to, że chłopcy zaliczyli minuty i obyło się bez żadnych kontuzji – klaruje Krzysztof Wądrzyk, szkoleniowiec obrońcy pucharowego trofeum z ubiegłego sezonu.