SportoweBeskidy.pl: Nie tylko sam start rozgrywek skoczowskiej A-klasy jest podłożem naszej rozmowy, bo mamy oto w Kończycach Małych głośne transfery na krótko przed ligą.

Tomasz Wenglorz:
Postanowiliśmy zrobić trochę zamieszania i chyba się to udało (śmiech). Powiedziałbym, że dołączyli do nas zawodnicy po „starej znajomości”. Tak jest w przypadku Rafała Adamka. Razem graliśmy w trampkarzach czy juniorach, uczęszczaliśmy do tej samej szkoły, więc dobrze się znamy. Pojawiły się okoliczności, aby takiego wzmocnienia dokonać i cieszymy się z tego wzmocnienia.

SportoweBeskidy.pl: A Kamil Gabryś, który w poprzednich sezonach był wiodącą postacią LKS-u '99 Pruchna i jedną z czołowych postaci skoczowskiej A-klasy?

T.W.:
Mogę powiedzieć, że jestem fanem piłkarskich umiejętności Kamila, który swojej jakości dowodził, gdy tylko pojawiał się w składzie drużyny z Pruchnej. A że pracę ma taką, a nie inną i nie jest w stanie spełniać pewnych wymogów odnośnie frekwencji, to wybór padł na nasz klub, w którym na pewno okazji do gry będzie miał więcej. Ale są też i inni, którzy postanowili spróbować sił u nas, jak choćby Sławek Sojka z Błękitnych Pierściec.

SportoweBeskidy.pl: Czym zatem ich przekonaliście?

T.W.:
Te właśnie znajomości z nieco dawniejszych czasów są tu głównym czynnikiem. Zdecydowała w jakimś sensie nasza „lokalność”, może też fajna atmosfera, którą mamy nie stawiając przy tym wygórowanych i obowiązkowych celów.

SportoweBeskidy.pl: Wasze cele po tak spektakularnych transferach nie obejmują teraz, aby na pewno walki o „okręgówkę”?

T.W.:
Nie i jest dokładnie tak, jak było wcześniej. W każdym kolejnym meczu będziemy chcieli wygrać i sądzę, że mając taki zespół z wszystkimi w tej lidze będziemy w stanie powalczyć. A bicie się o mistrza? Takich ambicji nie zgłaszamy. Wszystko musi odbywać się spokojnie i być również dostosowane do możliwości organizacyjnych klubu. Musimy twardo stąpać po ziemi, bo temat „okręgówki” już był w Kończycach Małych przerabiany z kiepskim wtedy skutkiem.

SportoweBeskidy.pl: Potwierdziliście także kilka ubytków, lecz mowa o zawodnikach, których już wiosną w składzie brakowało. A Kamil Adamek?

T.W.:
To bardziej złożony temat i na ten moment nie jestem w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Myślę, że do ostatniego dnia poprzedzającego sezon to się raczej nie wyklaruje.

SportoweBeskidy.pl: Liga tuż tuż – zaczynacie od wyjazdów do Pielgrzymowic i Pogórza. Czy terminarz ma tu jakiekolwiek znaczenie?

T.W.:
Cóż, trzeba na przestrzeni obu rund zagrać z każdym z zespołów, więc w zasadzie to większego znaczenia nie ma. Oczywiście pierwsze mecze są ważne, aby dobrze wejść w sezon. Będziemy chcieli zapunktować na tyle solidnie, by ugruntować swoją pozycję w górnej części stawki.

SportoweBeskidy.pl: Jakiej ligi się spodziewasz?

T.W.:
Bardzo ciekawej, więc w tym względzie emocji podobnej do tej z zeszłego sezonu. Dozbroił się po spadku Piast Cieszyn, wciąż swoje aspiracje zgłasza zespół z Pruchnej, mocni są też Błękitni Pierściec. Solidność mimo ubytków kluczowych graczy powinna zachować Olza Pogwizdów, drużyna z Goleszowa miała już świetną wiosnę, nie można lekceważyć Beskidu Brenna. Poza tym coś ciekawego zaczyna się dziać w Pielgrzymowicach, transferów dokonano również po sąsiedzku w Kończycach Wielkich czy w Zebrzydowicach. Beniaminek z Nierodzimia też raczej dostarczycielem punktów nie będzie. Jest zatem sporo drużyn, których nie należy lekceważyć.

SportoweBeskidy.pl: Byleby chyba skończyło się bez takich kontrowersji, jak tego lata...

T.W.:
Pozostał niesmak po takim zakończeniu rozgrywek, które po części miało też pozasportowy aspekt – to fakt. Natomiast sama liga była emocjonująca. Na kilka kolejek przed finiszem liczyło się wciąż kilka zespołów. Fajnie, aby teraz jak najdłużej toczyła się gra o coś.