Czym spowodowana jest decyzja byłego już szkoleniowca piłkarzy Koszarawy? - W pierwszej kolejności natłok treningów i meczów zmusił mnie do rezygnacji. Ciężko pogodzić prowadzenie drużyny i grę na poziomie seniorów, gdy jednocześnie dochodzi do tego praca z grupami młodzieżowymi. Nie było mowy w tym wszystkim o czasie dla siebie, a myślami często byłem już na innym meczu, zamiast koncentrować się na swojej pracy. Zdaję sobie sprawę również z tego, że miejsce w tabeli nie oddaje potencjału zespołu, bo tych chłopaków stać na zdecydowanie więcej - uważa Mateusz Hernas.

Rzeczywiście - mało kto interesujący się żywiecką piłką pomyślałby przed sezonem, że spadkowicz z ligi okręgowej zdobędzie w 13. meczach A-klasy tylko 9 punktów i na półmetku sezonu będzie zajmować odległą 11. lokatę. Koszarawa wcale nie może być pewna tego, że wiosną nie przyjdzie jej w obecnej sytuacji do samego końca rywalizować o uniknięcie degradacji na szczebel najniższy w podokręgu.

Jak na trenerskie rozstanie zareagował zespół? - Zawodnicy wiedzieli jako pierwsi, że rozważam rezygnację i chcieli, żebym z nimi został. Decyzja o odejściu nie przyszła mi łatwo, ale była dobrze przemyślana. Zdążyłem się przywiązać do chłopaków, część z nich trenowałem jeszcze w juniorach, resztę poznałem w drużynach seniorskich, gdzie miałem przyjemność grać kilka lat. Działacze zrozumieli moją decyzję - odpowiada były trener żywczan, dodając: - Nie odchodzę jednak z klubu, żegnam się tylko z szatnią, bo wciąż będę prowadził drużynę trampkarzy, której będę mógł poświęcić teraz więcej uwagi.
 


Praca trenerska przynosi zarówno radość, jak i ciężkie chwile. Mateusz Hernas podzielił się z nami przy tej okazji najlepszymi i tymi mniej chwalebnymi momentami w swojej dotychczasowej przygodzie na ławce trenerskiej. - Było mnóstwo wzlotów i upadków - jak to w piłce. Koniec końców i tak w pamięci zostają te najfajniejsze momenty. Ciężko tutaj wybrać coś konkretnego, ale najlepsza była chyba możliwość rywalizacji w Pucharze Polski i dotarcie do półfinału tych rozgrywek. Szkoda tylko, że tych wyników nie udało się przenieść na ligę, a do samego spotkania półfinałowego z przedstawicielem "okręgówki" podeszliśmy tak, że byliśmy tylko tłem dla przeciwnika. To jest właśnie druga strona medalu, którą będę gorzej wspominał, zaraz obok czerwonej kartki w meczu z Koszarawą Babią Górą. Pierwszy raz w życiu wyleciałem z boiska za drugą żółtą kartkę, grając ze swoimi dobrymi znajomymi. Żałuję też meczów, w których traciliśmy punkty w ostatnich minutach na własne życzenie. To wszystko jest już jednak historią, z której należy wyciągnąć wnioski i patrzeć w przód - wspomina Hernas.

Nie może zabraknąć wątku trudnej sytuacji, w jakiej znalazł się zasłużony żywiecki klub wraz z rezygnacją z występów na poziomie "okręgówki". - Chciałem pomóc na tyle, ile byłem w stanie przejmując drugą, jak i później pierwszą drużynę. Stworzyliśmy w tym czasie młody skład, który potrzebuje czasu, ogrania, cierpliwości i wsparcia ze strony doświadczonych zawodników. Bardzo mile będę wspominał ten czas, bo przeszedłem drogę od trenera juniorów, po grającego trenera w "dwójce" i na koniec trenera pierwszej drużyny. Ciekawe i owocne doświadczenie. Dziękuję zarządowi za zaufanie i możliwość wykazania się mimo młodego wieku - podsumowuje nasz rozmówca.

Kto Hernasa na ławce trenerskiej zastąpi? I to jest już wiadome. Misję kontynuowania pracy z zespołem powierzono Mateuszowi Stankiewiczowi, zawodnikowi Koszarawy, który szkoleniowe szlify zbierał prowadząc grupy młodzieżowe w Podbeskidziu Bielsko-Biała.