Początek należał do gospodarzy, którzy od pierwszego gwizdka narzucili tempo i częściej utrzymywali się przy piłce. Stal próbowała zagrozić głównie po stałych fragmentach gry, ale dobrze między słupkami spisywał się Wiktor Kaczorowski, a defensywa Rekordu zachowywała czujność. Najgroźniej zrobiło się w 12. minucie, gdy uderzenie Zauchy świetnie obronił golkiper gości.

 

Z czasem do głosu zaczęli dochodzić Bielszczanie. Coraz aktywniejszy był duet Jakub Kempny - Jan Ciućka, a Rekord coraz śmielej przenosił grę na połowę rywala. W 22. minucie przyniosło to efekt. Po rzucie rożnym piłka wróciła pod nogi Ciućki, który precyzyjnie dośrodkował na głowę Kacpra Kasprzaka, a ten otworzył wynik spotkania. Stracony gol nie podciął skrzydeł gospodarzom. Stal nadal była groźna, a w 42. minucie była o krok od wyrównania, jednak strzał do pustej bramki zdołał zablokować Dariusz Pawłowski. Gdy wydawało się, że Rekord zejdzie na przerwę z prowadzeniem, w doliczonym czasie gry padł gol dla gospodarzy. Piotr Żemło popisał się kapitalnym uderzeniem z dystansu, trafiając w samo okienko i doprowadzając do remisu.

 

Po zmianie stron obraz gry nie uległ większej zmianie. Goście szukali swoich szans po kontratakach i stałych fragmentach, ale brakowało konkretów pod bramką Smyłka. W drugiej połowie nie brakowało też walki i ostrych starć, czego efektem były kolejne żółte kartki. Najbliżej zmiany wyniku byli gospodarze, lecz Kaczorowski pewnie interweniował, m.in. po uderzeniu Dawida Wolnego. Rekord odpowiedział groźnym stałym fragmentem gry, po którym niewiele pomylił się Tomasz Boczek.

 

Końcówka spotkania była otwarta, jednak żadna z drużyn nie zdołała przechylić szali zwycięstwa. Ostatecznie w Stalowej Woli padł remis, który dobrze oddaje przebieg meczu, Z jednej strony Rekord może odczuwać niedosyt, z drugiej wyjazdowy punkt na trudnym terenie trzeba szanować.