W Bielsku-Białej rządzi Rekord
Pierwsze w sezonie 2025/2026 derby Bielska-Białej na szczeblu II-ligowym zdawały się mieć faworyta w zespole gospodarzy owego prestiżowego skądinąd spotkania.
Działo się podczas piłkarskiego święta już niemal od samego startu! A i scenariusz nie był taki, jakiego pewnie większość kibiców na Stadionie Miejskim się spodziewała, bo to Rekord od 3. minuty prowadził. Za szansę gry w wyjściowej „11” trenerowi Dariuszowi Ruckiemu odwdzięczył się Wojciech Łaski, pokonując Krystiana Wieczorka. Derby szybko nabrały zatem rozpędu, a zanim zegar boiskowy wskazał pełny kwadrans – ponownie zmianie uległ wynik. Tym razem element zaskoczenia defensywy biało-zielonych powiódł się gospodarzom. Mocny, płaski strzał po ziemi Macieja Górskiego zakończył lot w siatce.
Stracony gol nie wytrącił z równowagi ekipy z Cygańskiego Lasu, która ani myślała ograniczać się tylko do obrony. W 27. minucie wysiłki „rekordzistów” dały efekt. Dokładnie dośrodkował Dariusz Pawłowski, a o tym, jak strzela się bramki o właściwej porze przypomniał sobie główkujący Daniel Świderski. Podrażnieni „Górale” przejęli wówczas inicjatywę, stwarzając niezłe szanse na wyrównanie w obrębie pola karnego rywala. Najbliżej powodzenia był w 40. minucie Marcin Biernat, którego próbę głową po kornerze z linii bramkowej wyekspediował Tomasz Boczek. I choć Podbeskidzie miało na półmetku wciąż nieznaczny dystans do nadrobienia, to o żadnym przedwczesnym ferowaniu wyroków mowy być nie mogło.
Zakładać należało, że kolosalne znaczenie dla losów meczu będzie miał początkowy fragment drugiej połowy. Ataki Podbeskidzia i dalsze dążenia do ponownego wyrównania? Nic z tych rzeczy. Goście byli czujni „w tyłach”, a na dodatek w 54. minucie Jan Ciućka po asyście Łaskiego spuentował swój dobry występ pokonaniem Wieczorka. Nie był to koniec emocji, choć zaliczka Rekordu wydawała się konkretna. Kwadrans później gospodarze część strat zniwelowali, a jako strzelec wykazał się Maksymilian Sitek, obsłużony przez Mateusza Kizymę tuż po zameldowaniu się na placu gry.
Fani Podbeskidzia liczyć mogli, że ich ulubieńcy wzniosą się na wyżyny i pójdą za przysłowiowym ciosem, a świętowana okoliczność 30-lecia klubu nie zostanie popsuta. Kolejnego zwrotu jednak nie było, podobnie zresztą, jak i klarownych szans, by Wiktor Żołneczko został pokonany. Ta najdogodniejsza z perspektywy podopiecznych Krzysztofa Brede miała miejsce w minucie 90., gdy golkiper wybronił uderzenie głową Marcina Urynowicza. W Bielsku-Białej – przynajmniej do wiosennego rewanżu – rządzi Rekord!