W formie przed finałem
Konfrontacja z Dramą Zbrosławice była kolejną dla Orła Łękawica z zespołem zaliczającym się do czołówki IV-ligowej.
Do rywalizacji poprzedzającej zbliżający się pucharowy finał, Orzeł przystąpił z powracającym do składu Damianem Chmielem, ale zabrakło w nim z kolei m.in. Kamila Małolepszego, Mateusza Bieguna czy Marcina Wróbla. – Patrząc na ubytki w naszej kadrze można było być trochę zaniepokojonym, ale widać, że wygrana w Rybniku z niedawnym liderem ligi bardzo wzmocniła zespół. Ci zawodnicy, którzy dostali szansę, wykorzystali ją i dali z siebie „maksa” – mówi Krzysztof Wądrzyk, szkoleniowiec ekipy z Łękawicy.
Gospodarze wzorowo spisali się w premierowych 45. minutach potyczki z Dramą Zbrosławice. W 16. minucie Chmiel wybiegł za linię obrony po prostopadłym podaniu Kamila Gazurka, mimo nacisku ze strony obrońców pokonując strzałem od słupka golkipera rywala. Ten sam ofensywny zawodnik Orła podwyższył rezultat w 24. minucie. Tym razem dopadł do przedłużenia piłki głową przez Seweryna Caputy, mierząc dokładnie lewą nogą pod poprzeczkę. Z trafienia „Orłowcy” cieszyli się także w 36. minucie. Po „centrze” Chmiela z rogu boiska najprzytomniej w „16” odnalazł się Caputa. Humory w szeregach gospodarzy były wyborne, a nie zmąciło ich nawet gol honorowy Dramy po rzucie rożnym z 42. minuty.
– Ustawiliśmy sobie ten mecz korzystnym wynikiem do przerwy. W miarę upływu czasu coraz trudniej budowało się akcje ofensywne, a my czuliśmy, że krzywda się nam nie stanie – opowiada Wądrzyk. Istotnie beniaminek pokaźną zaliczkę utrzymał, mając sporadycznie okazje, by wygrać wyżej. Ta do zapamiętania to wyjście Gazurka sam na sam z bramkarzem, ale z finalizacją w boczną siatkę.