Spotkanie od początku toczyło się w dobrym tempie. Już w 10. minucie gospodarze objęli prowadzenie – Peterson pewnym strzałem wykorzystał rzut karny. Smrek miał jeszcze kilka okazji na podwyższenie wyniku, m.in. Piotr Górny trafił w słupek, a Clinton kilkukrotnie sprawdzał czujność defensywy Wisły. Z drugiej strony świetne sytuacje zmarnował Bartosz Wojtków i do przerwy na tablicy wyników widniał rezultat 1:0.

 

Początek drugiej połowy przyniósł wyrównanie – w 48. minucie nieporozumienie między bramkarzem a obrońcą Smreka po rzucie rożnym wykorzystał Mateusz Szatkowski. Od tego momentu Wisła poczuła się pewniej, a w 60. minucie gospodarze znaleźli się w trudnej sytuacji – bramkarz Rafał Pępek ujrzał czerwoną kartkę za zagranie ręką poza polem karnym. Grając w przewadze, Wisła wyszła na prowadzenie – w 74. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Szymon Wojtek głową trafił na 2:1.

 

Wydawało się, że goście dowiozą zwycięstwo, jednak końcówka należała do Smreka. W 78. minucie Clinton wykończył akcję P. Górnego, doprowadzając do wyrównania. Decydujący cios padł w samej końcówce – w 90. minucie Bruno Salazar popisał się kapitalnym uderzeniem z 20. metra, zapewniając gospodarzom punkty. – Zabrakło nam konsekwencji i dyscypliny taktycznej. Smrek to czołowa siła w lidze i mogę to powiedzieć z pełną odpowiedzialnością. Zawiedliśmy, przegraliśmy mimo gry w przewadze – ocenia Szatkowski, grający trener Wisły. 

 

Zwycięstwo zasłużone, choć w bólach. Nie wykorzystaliśmy wielu sytuacji, ale piłkarsko byliśmy lepsi i mogliśmy rozstrzygnąć to wcześniej, strzelając 2-3 gole więcej – dodaje Sławomir Bączek, szkoleniowiec Smreka.