Bielszczanie postanowili szybko pokazać miejsce w szeregu zawodnikom Widzewa, przeżywającego ostatnio swoje trudności natury kadrowej. Już w 1. minucie, a dokładniej w 26. sekundzie, przeprowadzili skuteczną akcję. Guilherme Kadu perfekcyjnie zachował się po zagraniu Grzegorza Haraburdy. O ile w kilku kolejnych minutach można było odnieść wrażenie, że starcie nie będzie aż tak jednostronne, to w krótkim fragmencie między 8. a 13. minutą gry ofensywa "rekordzistów" nabrała rozpędu.

Prowadzenie podwyższył Miguel Kenji, następnie dublet odnotował Paweł Budniak, a kiedy niepełny kwadrans trafieniem numer 5. okrasił Mikołaj Zastawnik, nikt przy Startowej nie miał wątpliwości, że to będzie zwycięski występ gospodarzy. I nic w tej materii nie zmienił gol honorowy, gdy w 17. minucie z przedłużonego rzutu karnego sposób na Michała Kałużę znalazł strzałem "pod ladę" Filip Marton.

O większy dorobek ekipy z Cygańskiego Lasu i swój personalny zarazem, zadbali po pauzie Kenji oraz Zastawnik, "dziurawiący" siatkę bramki Widzewa odpowiednio w 25. i 35. minucie. Ostatni z goli przywołanych był tym, który rezultat końcowy ustalił na efektowne 7:3. Zyski Rekordu przedzieliły wszak "fanty" gości, w tym... "swojak" Kadu. To, że zyski obu drużyn były po pauzie bliźniacze, należy także złożyć na karb obniżenia poziomu intensywności biało-zielonych.