Potyczka z Unią Oświęcim była dla ekipy z Wilkowic generalną próbą przed V-ligową premierą, aczkolwiek trener Krzysztof Bąk nie miał możliwości zweryfikowania swojej drużyny w optymalnym zestawieniu kadrowym. W składzie widnieje wciąż spora grupa zawodników „z łatką” testowanych, którzy mają zostać potwierdzeni zanim nastąpi start rundy wiosennej. Były też absencje i w decydujących momentach skład mocno eksperymentalny na boisku. Nie pozostało to bez wpływu na wynik...

O ile w 55. minucie GLKS Nacomi objął prowadzenie po uderzeniu jednego z Ukraińców, tak sama końcówka sparingu należała do Oświęcimian. O wyrównanie postarali się w 85. minucie, by w 90. minucie po kornerze przechylić szalę na swoją korzyść. Zamazało to nieco obraz dobrze funkcjonującego zespołu z Wilkowic przez większość meczu.

– W końcówce nie poradziliśmy sobie, ale mieliśmy wtedy na placu gry dużo młodości. Bardziej miarodajna jest ocena tego, co działo się wcześniej, gdy funkcjonowaliśmy całkiem nieźle. Dobrze też, że w ogóle sprawdziliśmy się jeszcze przed ligą – wyjaśnia szkoleniowiec GLKS Nacomi.