Wądrzyk: Fantastyczny rok, w którym bazowaliśmy na powtarzalności
Orzeł Łękawica to w obecnym sezonie beniaminek na IV-ligowym froncie, gdzie poczyna sobie całkiem nieźle. Trener Krzysztof Wądrzyk „in plus” ocenia cały mijający właśnie rok najlepszej drużyny piłkarskiej na Żywiecczyźnie.
SportoweBeskidy.pl: To już ostatni dzień kalendarzowego 2025 roku – jaki był on dla Orła Łękawica?
Krzysztof Wądrzyk: Fantastyczny i nie mam co do tego żadnych wątpliwości. To, że w czerwcu sięgnęliśmy po mistrzostwo V ligi, nie przegrywając meczu na przestrzeni całego sezonu, odbiło się szerokim echem. Nie brakowało mimo tego głosów, że rywale w IV lidze nas „zjedzą”, a tymczasem okazało się, że wcale nie taki wilk straszny, jak go przedstawiają. Jesień po awansie była bardzo dobra. Na wspólnym podsumowaniu rundy z drużyną mówiliśmy o tyle o niedosycie, że jeszcze uciekło nam trochę punktów z różnych względów. Wykonaliśmy jednak kawał dobrej roboty. Fakt faktem – kilka porażek też się pojawiło, ale i fajna reakcja po nich często była, a tracąc nawet pierwsi bramki pokazywaliśmy charakter, potrafiąc odmieniać losy meczów. To też cieszy mnie jako trenera.
SportoweBeskidy.pl: A twój punkt widzenia na pojawiające się głosy, że Orzeł niczego wielkiego nie prezentuje, jak na posiadany skład osobowy?
K.W.: Każdy będzie pewnie patrzył na to z innej perspektywy. W piłce czymś niezwykle istotnym jest powtarzalność i na tym bazowaliśmy. Nie każdy gra pięknie, jak Barcelona i należy też mieć tego świadomość. Nazwiska „głośne” i owszem mamy na IV-ligowe warunki, ale wszystkich trzeba wkomponować w zespół, aby to w miarę szybko zaskoczyło. Widać na przykładzie klubów nawet z najwyższych szczebli, że wcale nie jest to takie proste i oczywiste. Nam się udało, bo dołączenie Adriana Rakowskiego czy Michała Bojdysa przyniosło pożądany efekt. Wykazali się nie tylko umiejętnościami czy samą przeszłością sportową, ale charyzmą i podejściem. Młodzi zawodnicy, którzy w treningach i meczach tak naprawdę się uczyli, również potrafili się pokazać, choć to obycie się trochę w tej dorosłej piłce trwało. Mam świadomość, że wszystkich zawodników przy szerszej kadrze zadowolić w stanie nie jestem odpowiednią liczbą minut spędzanych na boisku. Sam nasz wynik „mówi” za siebie, że wybory podejmowane były w większości właściwe.
SportoweBeskidy.pl: Skoro jesteście mocni i plasujecie się w górnej części tabeli na półmetku sezonu, to może będziecie myśleć zimą o czymś więcej w perspektywie rundy wiosennej?
K.W.: Myślimy, ale o stabilizacji. Cieszymy się z wyniku dotąd uzyskanego, ale głośno nie mówimy rzeczy górnolotnych, z których później trzeba byłoby się jakoś pokrętnie tłumaczyć. Zakładam, że młodzież będzie miała coraz więcej szans, aby się ogrywać i nie spowoduje to obniżenia poziomu sportowego. Znam realia III ligi, wiem jak to funkcjonuje na jeszcze wyższym poziomie. To ogromne wyzwanie finansowe, kadrowe, logistyczne i infrastrukturalne, a wiadomo, że warunki w Łękawicy są, jakie są. Już obecna liga jest ciężka. Tabela pokazuje, że nawet w dolnych jej rejonach są „firmy” i zespoły, które nie jest łatwo pokonać na boisku.