Walczyli ambitnie
Po raz drugi w tej rundzie Spójnia Landek udała się do Częstochowy. Dziś jednak rywalizowała ze świetnie spisującymi się tej wiosny rezerwami Rakowa.
- Trudno o dobry wynik, gdy prawie godzinę gra się w dziesięciu. Robiliśmy, co mogliśmy, aby wrócić z punktem. Tak się jednak nie stało. Powodem naszej przegranej są tylko i wyłącznie dwa błędy indywidualne, ale jestem zadowolony z gry. Mamy pewne rzeczy do dopracowania, jednak mocno przeciwstawiliśmy się rywalowi - powiedział trener Spójni, Patryk Pindel.
Od początku spotkania inicjatywa należała do gospodarzy, którzy częściej utrzymywali się przy piłce i próbowali zdominować środek pola. Już w pierwszym kwadransie stworzyli kilka groźnych sytuacji, jednak brakowało im skuteczności. Najlepszą okazję w tej części gry mieli w 9. minucie, gdy po dokładnym dośrodkowaniu strzał głową nie znalazł drogi do siatki. Spójnia długo odpierała ataki rywali, a sama potrafiła zagrozić. W 24. minucie po świetnej indywidualnej akcji prawym skrzydłem Miłosz Misala stanął oko w oko z bramkarzem Rakowa, lecz górą w tym pojedynku był golkiper gospodarzy. Kilka minut później drużynę z Landeka uratowała jeszcze poprzeczka.
Przełomowa okazała się 37. minuta. Misala obejrzał drugą żółtą kartkę i w konsekwencji czerwoną, co zmusiło gości do gry w osłabieniu przez ponad pół godziny. Mimo to do przerwy utrzymali bezbramkowy remis.
Po zmianie stron napór Rakowa II narastał. Gospodarze zamknęli Spójnię na jej połowie i systematycznie tworzyli kolejne okazje, jednak długo brakowało im skutecznego wykończenia. Ta przyszła w 65. minucie, gdy po stracie piłki przez gości padła pierwsza bramka dla Rakowa. 7. minut później było już 2:0. Po dłuższym podaniu jeden z zawodników gospodarzy znalazł się w dobrej pozycji i mocnym strzałem z około 10 metrów pod poprzeczkę ustalił wynik spotkania.