Walczyli o mecz, walczyli podczas spotkania. Zadecydowała końcówka
Od samego rana wolontariusze robili wszystko, aby doprowadzić murawę w Puńcowie do stanu użytkowania. To udało się zrealizować i mecz między Tempem a Kuźnią Ustroń odbył się zgodnie z planem. Po Puchar Polski na szczeblu Podokręgu Skoczów sięgnął jednak IV-ligowiec.
Przede wszystkim, wielki szacunek należy się wszystkim osobom, które pracowały nad tym, aby finał Pucharu Polski na szczeblu Podokręgu Skoczów w ogóle się odbył. Intensywne opady śniegu potrafią storpedować zawody, o czym przekonali się m.in. w Ekstraklasie podczas spotkania Jagiellonii z GKS-em Katowice. Dzięki wytrwałości i zapału ponad 20 wolontariuszy z Puńcowa poznaliśmy jednak triumfatora rozgrywek o puchar.
Sam mecz miał różne fazy. W pierwszej części na - mimo wszystko - trudnym terenie nie brakowało niedokładności, ale także złych wyborów. W początkowych minutach dobre okazje Rafał Adamek, po stronie Tempa, oraz Wiktor Piejak w szeregach Kuźni. Przewaga należała do IV-ligowca z Ustronia i została utrwalona w rezultacie w 15. minucie. To wówczas Piejak skończył szybki atak swojego zespołu po przejęciu w środku pola. Obie ekipy próbowały uderzać na bramkę rywala, emocje były po stałych fragmentach, ale konkretów brakowało i na kolejne gole przyszło nam czekać do drugiej części.
Po zmianie stron gospodarze wyszli z wiarą w siebie i z wiarą, że mogą odwrócić losy tego spotkania. W 52. minucie ponownie mieliśmy remis. W dobrej okazji Jakub Niedzielski zamiast na strzał zdecydował się na dogranie do nabiegającego Rafała Adamka, a ten z zimną krwią ulokował piłkę w siatce. Mijały minuty spotkania i wydawało się, że triumfatora wyłonią rzuty karne. Tak się jednak nie stało. Kuźnia zanotowała świetną końcówkę spotkania, choć miejscowi nie szczędzili słów protestów w stronę sędziego. W 90. minucie wprowadzony chwilę wcześniej na murawę Łukasz Tarasz trafił na 2:1, a zwycięstwo w finale przypieczętował po upływie czasu regulaminowego David James - pewnie egzekwując "11".