– Popełniliśmy mniej błędów od naszych rywalek i dlatego to my cieszymy się ze zdobyczy punktowej. Były natomiast w tym meczu momenty, które powinniśmy spokojniej dla siebie spożytkować przy okolicznościach, jakie zaistniały – zauważa Mateusz Żebrowski, szkoleniowiec „rekordzistek”, które we Wrocławiu sięgnęły po zwycięstwo numer 2. w delegacji w obecnym sezonie, przerywając serię 3. meczów przegranych pod rząd.

Zdecydowanie więcej na murawie działo się po przerwie, począwszy od „cegły” dla Darii Sokołowskiej. W 61. minucie Dominika Dereń pewnie wykorzystała rzut karny, podyktowany za faul w „16” Martyny Buś na Roksanie Gulec. Wydawało się więc, że od godziny walki przyjezdnym pójdzie wyłącznie łatwiej. Niewiele zabrakło, aby prowadzenie podwyższyły, ale strzał z kąta Oliwii Zgody odbił się od poprzeczki. W 79. minucie nastąpiła istotna komplikacja, bowiem z boiska usunięta została za ostry atak na przeciwniczkę Zgoda, a siły tym samym wyrównały się. Zawodniczki z Wrocławia nie bez przyczyny zwietrzyły szansę na zgarnięcie przynajmniej „oczka” i trzeba przyznać, że atakowały dość żwawo, aby bielski zespół zaskoczyć. Finalnie to nie nastąpiło, a gospodynie spotkanie kończyły w zestawieniu raptem 9-osobowym, po kolejnym w sobotnie popołudnie wykluczeniu dla Katarzyny Białoszewskiej w minucie 85.

Dodać należy, że i w premierowej odsłonie konfrontacji ekipa Rekordu nie próżnowała w ofensywie. Będąc już w polu karnym strzały oddawała Gulec, lecz bramkarka Śląska była na posterunku.