Wartościowa delegacja
W Żywcu Stal-Śrubiarnia podejmowała Błyskawicę Drogomyśl w konfrontacji drużyn sąsiadujących ze sobą w tabeli z minimalną różnicą punktową.
Obie drużyny wielkiego widowiska nie stworzyły, ale emocje i owszem były. Na finiszu pierwszej połowy wymienione zostały ciosy. Gol Radosława Lejawy z 45. minuty był niejako potwierdzeniem przewagi Stali-Śrubiarnia. Gospodarze jednak nie zdołali wytrwać bez straty gola przed zejściem do szatni. – I tego bardzo możemy żałować, bo już w drugiej części nie graliśmy nawet w 50 procentach tak, jak wcześniej. Przede wszystkim mieliśmy problemy z tym, by utrzymać się dłużej przy piłce – opowiada Przemysław Pitry, grający trener żywieckiej drużyny.
Wracając do przywołanej końcówki – Błyskawica egzekwowała w doliczonym czasie rzut rożny. Konrad Witoszek wybitą piłkę dograł przed bramkę, gdzie ponad Dominikiem Sycem skierował ją Vitalyi Miklosh. Drogomyślan wyrównanie zmobilizowało i po pauzie to oni częściej budowali groźne akcje. Zwycięstwo na swoją korzyść przechylili w 76. minucie. Oliwier Stokłosa futbolówkę stracił na rzecz Volodymyra Varvarynetsa, dotarła ona wreszcie do Tomasza Musioła, który perfekcyjnie obsłużył Dawida Weisa. Ofensywny zawodnik Błyskawicy popisał się strzałem nie do obrony.
– Zwycięstwo jest dla nas dziś najważniejsze, bo wiemy, że za wiele ich na wiosnę nie odnosimy – zauważa Krystian Papatanasiu, szkoleniowiec ekipy z Drogomyśla, która spotkanie kończyła w... przewadze 2 piłkarzy na murawie. Z powodu nadmiaru żółtych kartek przedwcześnie udział w piątkowej rywalizacji zakończyli Pitry (78. minuta) oraz Mateusz Widuch (90. minuta), co de facto ograniczyło do minimum nadzieje żywieckiego V-ligowca, by na finiszu wyrwać przeciwnikowi choćby punkt.