Pierwszy cios istotny dla wyniku zadały Bielszczanki. Szarżująca w polu karnym Oliwia Zgoda została sfaulowana, a najlepszej okazji, by strzelić gola nie zaprzepaściła Dominika Dereń. Wydawało się, że to scenariusz dla „rekordzistek” optymalny, ale w 27. minucie przyjezdne zdołały odpowiedzieć. Zasługa to Patrycji Ziemby, której uderzenie pod poprzeczkę było z gatunku tych nie do obrony. Inicjatywa, jaką bielski zespół uzyskał w końcowym kwadransie przed przerwą, nie znalazła przełożenia na rezultat. Najbliżej powodzenia była Alicja Bednarek, po jednym z licznych kornerów sprawdzając refleks Hanny Wieczerzak między słupkami bramki Śląska.

O tyle trudniejsza okazała się druga część meczu, iż po biało-zielonych było widać zaliczany ostatnio maraton ekstraligowy z racji odrabiania zaległości. Nie znaczy to jednak, że potyczka musiała zakończyć się niepomyślnie dla podopiecznych Mateusza Żebrowskiego. Gdyby w 84. minucie Katarzyna Jaszek skierowała futbolówkę do siatki – czemu zapobiegła na linii bramkowej Daria Sokołowska – to pewnie punkty kolejne zawodniczki Rekordu dopisałyby do swojego dorobku. A tak zmarnowana „setka” zemściła się. Katarzyna Musiałowska w 90. minucie zamknęła na dalszym słupku zespołową akcję Wrocławianek, a w doliczonym fragmencie spotkania Karolina Gec pokonała Kingę Ptaszek strzałem bezpośrednio z rzutu wolnego tuż zza „16”.

– Zwłaszcza w drugiej połowie widać było trudy ostatnich dwóch tygodni i to jak bardzo jesteśmy zmęczeni. Natomiast najbardziej smuci fakt, że traciliśmy bramki znów przez błędy indywidualne, które nie powinny nam się przydarzyć – ocenił w relacji pomeczowej na łamach klubowej strony Rekordu szkoleniowiec Bielszczanek.