Wicemistrzostwo przypieczętowane z przytupem
Podhalanka Milówka przypieczętowała wicemistrzostwo Ligi Okręgowej Skoczowsko-Żywieckiej okazałą wygraną nad Borami Pietrzykowice, bezpośrednim rywalem do 2. miejsca.
- Zapowiada się fantastyczne i pełne emocji spotkanie zespołów, które w mojej opinii prezentują najlepszy poziom piłkarski w lidze okręgowej po liderze z Puńcowa. Bory przez większą część sezonu utrzymują wysoką formę, imponują regularnością oraz potwierdzają swoje aspiracje. My natomiast po bardzo trudnym początku odbiliśmy się od dna, udowodniliśmy wszystkim niedowiarkom i krytykom, jaki jest nasz potencjał oraz jakość piłkarska. Dlatego niezależnie od końcowego wyniku warto podkreślić, że zarówno Bory, jak i Podhalanka mają za sobą sezon, z którego mogą być dumne. Mi jako rodowitemu mieszkańcowi Pietrzykowic przyjdzie zmierzyć się ze swoimi przyjaciółmi, kolegami, a przede wszystkim wychowankami, bo przez 12 lat pracowałem w klubie z Pietrzykowic w różnych kategoriach wiekowych. Myślę, że w pierwszym składzie wybiegnie 6-8 moich wychowanków co napawa mnie dumą. Niezależnie od wyniku... ja już wygrałem - mówił przed meczem trener Sebastian Gierat, trener Podhalanki.
Po sześciu kolejkach znajdowali się w strefie spadkowej i niewielu wierzyło, że jeszcze włączą się do walki o czołowe lokaty. Kilka miesięcy później kończą sezon na drugim miejscu w Lidze Okręgowej Skoczowsko-Żywieckiej. Piękną klamrą dla tej historii okazało się efektowne zwycięstwo Podhalanki Milówka nad Borami Pietrzykowice 5:0.
Na boisku Podhalanka szybko pokazała jednak, że chce zakończyć sezon w świetnym stylu. Wynik otworzył w 25. minucie Dominik Słowik, wykorzystując błąd defensywy gości. Kluczowym momentem pierwszej połowy była czerwona kartka dla Michała Tomaszka 10. minut później. Grające w osłabieniu Bory starały się odpowiadać pojedynczymi akcjami Gabriela i Adriana Durajów, jednak tuż przed przerwą gospodarze podwyższyli prowadzenie. Po dłuższym podaniu świetnie zachował się Mikołaj Stasica, który strzałem pod poprzeczkę ustalił wynik pierwszej części gry na 2:0.
Po zmianie stron Podhalanka nie zamierzała zwalniać tempa. Gospodarze kontrolowali wydarzenia na murawie, wygrywali większość fizycznych pojedynków i konsekwentnie wykorzystywali przewagę liczebną. Bohaterem popołudnia został Słowik. Napastnik Podhalanki imponował skutecznością i do zdobytej przed przerwą bramki dołożył jeszcze trzy kolejne trafienia, kompletując cztery trafienia. Jego wyborna forma sprawiła, że końcowy wynik urósł do rozmiarów wysokiego zwycięstwa 5:0.
- Nie kończymy tego sezonu najlepiej, trochę inaczej wyobrażałem sobie ten mecz. Po czerwonej kartce uciekł nam wynik. To było mocne fizycznie spotkanie, a my kończyliśmy je już na oparach, co niestety było widać na boisku i dało o sobie znać w końcówce - przyznał Marek Makarewicz, szkoleniowiec Borów, dla którego było to ostatnie spotkanie w tym klubie.