Bielszczanie jeszcze w weekend zaprezentowali się słabo. Pogrom 1:6, jakiego doznali w Żywcu w konfrontacji ze Stalą-Śrubiarnia, określić można czymś w rodzaju wypadku przy pracy, bo minęło kilka dni i rezerwy zanotowały wynik zgoła odmienny, aplikując przeciwnikowi ze Skoczowa dokładnie taką samą liczbę goli we wczorajszym starciu domowym. – Chęć rehabilitacji za wpadkę była w naszych poczynaniach na boisku widoczna. Inna rzecz jest taka, że gra na sztucznej murawie w Wapienicy spowodowała, że boisko nam nie przeszkadzało. Nie było błota, nierówności, dzięki czemu mogliśmy operować piłką i wyprowadzać szybkie, kombinacyjne akcje – opowiada trener „Górali” Tomasz Górkiewicz.

Jak dodaje, swoje zrobiły też roszady personalne dokonane po konfrontacji w Żywcu. Udany powrót na murawę po kontuzji zanotował Klaudiusz Jurek, który w końcówce meczu strzelił nawet 2 gole, ostatecznie odbierając konkurentowi jakiekolwiek nadzieje na korzystny dla siebie rezultat. – Cieszy poprawa zachowania w obronie, za kluczowe uważam również „zbieranie” drugich piłek, co umożliwiało nam płynne przechodzenie do ataku. Jasne, że w niektórych sytuacjach brakło tej „zimnej krwi”, często właściwych wyborów, ale co do dynamiki gry nie można mieć żadnych zarzutów – ocenia szkoleniowiec Podbeskidzia II.

„Dwójka” zajmuje aktualnie 6. miejsce w stawce, ale przy niewielkiej różnicy punktowej może myśleć o finiszowaniu przed zimową przerwą w okolicy podium bądź nawet na nim. – Zawaliliśmy sobie meczami, w których punktów nie mieliśmy prawa stracić. Jeśli jednak podejście drużyny będzie takie, jak przeciwko Beskidowi, to jestem spokojny, że nasza sytuacja ulegnie poprawie – klaruje Górkiewicz.