Widowisko ze zwrotami akcji
Z niewygodnym przeciwnikiem mierzyła się w sobotnie popołudnie Błyskawica Drogomyśl. Gospodarze jednak stanęli na wysokości zadania.
Zanim mecz drogomyślan z LKS-em Tworków na dobre się rozpoczął, gospodarze już mieli w zanadrzu gola. Vitalyi Miklosh dokładnie dośrodkował z rogu boiska, a stały fragment w swoim stylu spuentował Błażej Bawoł, główkując od poprzeczki do siatki. Szybka bramka "otworzyła" mecz i w odstępie kilku następnych minut obie drużyny swoje okazje miały. Zapędy gości "kasował" Patryk Zapała, najbliżej podwyższenia prowadzenia Błyskawicy był Eryk Rybka, który w 11. minucie przegrał pojedynek z golkiperem LKS-u. Co się wówczas nie powiodło, zostało nadrobione w 33. minucie. Rybka doczekał się gola, a ponowną asystę zaliczył Miklosh.
Podopieczni Krystiana Papatanasiu prezentowali się korzystnie i z tej perspektywy patrząc szokiem były zdarzenia z pierwszych 10. minut po powrocie do rywalizacji. Ekipa z Tworkowa w tym fragmencie przeprowadziła nie tylko akcję dającą kontakt, ale i wyrównującą rezultat, a tym samym niweczącą wcześniejszy wysiłek zawodników z Drogomyśla. Reakcja na taki scenariusz była z punktu widzenia gospodarzy wyśmienita.
W 70. minucie, po wrzucie wolnym Miklosha, w obrębie pola karnego przewrócony został Jakub Węglorz. Arbiter to dostrzegł, wskazał na "wapno", a z tego punktu sprawiedliwość wymierzył Volodomyr Varvarynets. To jasno wyklarowało przebieg spotkania w jego końcówce. Przyjezdni robili, co mogli, aby wyrównać raz jeszcze, ale nie było im to dane. W 92. minucie kontrę prawym skrzydłem wyprowadził Arkadiusz Krańczuk, by mocnym uderzeniem przysporzyć Błyskawicy gola numer 4. Nerwowych momentów miejscowi mogli uniknąć kilka chwil wcześniej, ale Varvarynets z okolic 16. metra obił słupek.