– Gospodarze mieli przewagę z gry, a my z kolei byliśmy konkretniejsi. Ale był to generalnie mecz wyrównany – zachowawczy w pierwszej połowie i znacznie bardziej otwarty, z sytuacjami bramkowymi po przerwie – opowiada Marcin Michalik, szkoleniowiec piłkarzy WSS, którzy zdołali potwierdzić wyższość nad rywalem, jaka wynika z ligowej tabeli.

Strumienianie mogą pluć sobie w brodę, że przed pauzą nie wykorzystali doskonałej sytuacji. Artur Miły dograł dokładnie wzdłuż bramki do Jakuba Puzonia, ale strzał napastnika obronił Rafał Jacak. Po zmianie stron gospodarze do wygranej także dążyli. Okazję miał Bartosz Wojtków, który ostemplował poprzeczkę, pudłowali zaś Puzoń i wprowadzony z ławki po upływie godziny rywalizacji Szymon Kołodziej. Na dokładnie kwadrans przed końcem o trafienie piłkarze Wisły się postarali. W „16” WSS upadł Wojtków – dodajmy niefortunnie, bo doświadczonego zawodnika karetka wywiozła ze stadionu z poważną kontuzją ręki – ale Miły „z wapna” mimo zamieszania trafił do siatki.

Więcej kluczowych zdarzeń dla końcowego rezultatu miało miejsce w pobliżu bramki ekipy ze Strumienia. W 51. i 78. minucie w roli egzekutora występował Paweł Leśniewicz, któremu futbolówkę dogrywał Rafał Cywka. Wspomniany asystent sam z kolei skutecznością nie grzeszył, a w ilości zmarnowanych szans dorównał mu Szymon Woźniczka. I przyjezdni mogli wyjechać zatem ze Strumienia z pokaźniejszymi łupami.

– Bardzo łatwo straciliśmy bramki i to był tym razem nasz największy problem – ocenia Mateusz Szatkowski, grający trener zespołu pokonanego w spotkaniu 23. kolejki „okręgówki”.