SportoweBeskidy.pl: Czy w Czechowicach-Dziedzicach zanosi się na coś poważnego? Nie sądzę, aby pchał się pan w coś, co za bardzo nie ma perspektyw...

Władysław Szypuła:
Przyszedłem pomóc klubowi, który ma w regionie swoją utartą przez lata markę i nie mam wątpliwości, że tak będzie dalej. Chciałbym poukładać to, co wokół takiego klubu jest konieczne, aby mógł się rozwijać. Jest tu drużyna grająca fajną piłkę, a nie tylko rzucająca ją do przodu na hurra, co często na tym poziomie się obserwuje. Bardzo dobrą robotę wykonuje trener i z tego wszyscy możemy być zadowoleni. Ja przyznam, że jestem miło zaskoczony tym, co zobaczyłem na treningach czy w meczach.

SportoweBeskidy.pl: A co pana skłoniło do podjęcia się wyzwania bycia prezesem MRKS-u?

W.Sz.:
Doszedłem do wniosku, że w Czechowicach-Dziedzicach jest naprawdę dobry klimat dla piłki. Na klubie mocno zależy burmistrzowi Marianowi Błachutowi i jego zastępcy Maciejowi Kołoczkowi. Jest też wsparcie ze strony Rady Miejskiej, a to przecież niezwykle istotne. Bardzo szerokie jest również środowisko biznesowe, więc te optymistyczne perspektywy na przyszłość mamy na czym budować.

Czuję też osobisty sentyment do dawnej Walcowni. Sam grałem w piłkę w Zabrzegu, skąd pochodzę, a pod koniec lat 60. właśnie do Walcowni powrócił z klubów śląskich mój wujek Bogdan Nazimek i tu też grał u schyłku swojej kariery. Chodziliśmy na stary stadion koło torów, aby oglądać strzelającego bramki Nazimka, który na tamte czasy był ikoną klubu.

Nie tak wcale dawno czechowickiemu klubowi pomagałem bezinteresownie poradzić sobie z kłopotami. Był mi więc zawsze bliski, a piłka jest przecież jedna. Nikomu nie trzeba niczego zabierać. Chcemy, aby MRKS wspiął się na wyższy poziom, czyli tam, gdzie jego miejsce. A gdzie nas to zaprowadzi? To zależy od pieniędzy i zawodników. Przy czym nie mówimy tu o wielkich pieniędzy, bo to klub na ten moment V-ligowy, ale zostawianie na murawie potu w czasie kolejnych meczów to obowiązek.


SportoweBeskidy.pl: Zapewne jednym z kluczowych aspektów będzie poprawa klubowych finansów?

W.Sz.:
Tak i mamy konkretny plan, jak to zrobić i jak przyciągnąć więcej biznesu do klubu. Jasne, że najprościej zrobić to grą i osiąganymi wynikami, ale też działać trzeba z pełnym poszanowaniem dla wszystkich tych, którzy decydują się dotować klub. Bez tego zaangażowania na lokalnym poziomie nie ma piłki. Moje zdanie jest takie, że otwarcie trzeba mówić o tym, co się w klubie dzieje, jak to się wszystko odbywa. Przejrzystość i transparentność w działaniu to absolutna podstawa. Inna rzecz to spotkania, które chcemy organizować, być może nawet raz na 2 miesiące, z tymi ludźmi, którzy będą chcieli wspierać klub i angażować się w jego funkcjonowanie. Są również pewne ciekawe pomysły na ściąganie kibiców na mecze. Teraz na meczu z BKS-em na trybunach było ponad 600 osób, więc to pokazuje, że jednak można nawet na poziomie V ligi.

SportoweBeskidy.pl: Jaki będzie nadchodzący czas dla MRKS-u?

W.Sz.:
Odważnie stawiam sobie zadania i dziś zakładam, że doprowadzę do stabilizacji sportowej, finansowej i organizacyjnej. Będziemy chcieli powołać spośród partnerów i sponsorów wspierających klub, coś na kształt rady klubu, która będzie przy ścisłej współpracy z zarządem nakreślała kierunki rozwoju. Na dziś mamy drużynę dobrze przygotowaną do sezonu, parę mocnych nazwisk w składzie, zadowolenie z gry i fajną atmosferę w szatni. Byłem na poprzednim meczu wygranym 3:1 w Lędzinach i widziałem zespół grający spokojnie, operujący piłką, walczący i zaangażowany w realizację określonych zadań na boisku. Teraz domowe 4:1 w prestiżowej konfrontacji z BKS-em. Nie zachłystujemy się tym, bo jak mówi stare porzekadło: „piłka jest okrągła, a bramki dwie”. (śmiech)

SportoweBeskidy.pl: Awans jest waszym celem już na trwający sezon?

W.Sz.:
Na przyszły rok przypadają obchody 105-lecia klubu i niewątpliwie jest to data bardzo istotna, bo mówimy o jednym z najstarszych klubów w regionie. Będziemy się starali awansować już teraz, ale życie pokaże, czy to się wydarzy. Jeżeli nie będziemy mieć zaplecza finansowego i ciut lepszej drużyny, to jest bezsensu awansować tylko po to, aby od razu spaść. Musimy być pod każdym względem gotowi, aby zostać w IV lidze na dłużej. Później będziemy myśleć o tym, co dalej. Piłkarzom w szatni po ostatnim wygranym meczu powiedziałem, że dziękuję im za ich postawę i jasno zakomunikowałem, że będziemy się wspólnie piąć w górę.

SportoweBeskidy.pl: Jaką rolę widzi nowy prezes dla samorządu? W Bielsku-Białej to od lat temat budzący ogromne emocje i dyskusje.

W.Sz.:
Ta drużyna jest wizytówką miasta, jak już sama jego nazwa wskazuje. Klub chce działać na rzecz Czechowic-Dziedzic. Jestem przekonany, że pan burmistrz z radnymi będzie patrzył przychylnym okiem na klub, który jest wiodącym w gminie. Podchodzimy jednak do tematu z dużą pokorą, bo każdy klub powie to samo, że tego wsparcia potrzebuje. My musimy ze swojej strony pokazać pełne zaangażowanie i wykazać się pracą dla dobra klubu, która będzie przynosić korzyści.

SportoweBeskidy.pl: Długie lat spędził pan we władzach Podbeskidzia Bielsko-Biała. Czy MRKS nie będzie klubem w jakimś sensie „pracującym” na te grające wyżej?

W.Sz.:
Nie, nie chcemy, aby tak było. Z klubami innymi oczywiście zamierzamy współpracować, a przykładem jest tu UMKS Trójka Czechowice-Dziedzice, z którym liczę na dobre relacje. Jest zawarta umowa i pewnie jakieś korekty w niej nastąpią, a najważniejsze będzie w niej to, aby klub szkolący młodzież miał określone korzyści z tego, że jego zawodnicy trafiają do nas, a później wspinają się dalej kolejnymi transferami. Inaczej to się po prostu nie uda. Te rozmowy przed nami, ale zdajemy sobie sprawę o jak ważnym zagadnieniu mówimy.

SportoweBeskidy.pl: Była swego czasu koncepcja, by do MRKS-u wracali piłkarze, którzy są związani z miastem i w Czechowicach-Dziedzicach swoje kroki futbolowe także stawiali, a najlepsze lata mają już za sobą. Zamierzacie do tego wrócić?

W.Sz.:
Na pewno jest to właściwy kierunek. Byłoby nam miło, aby niektórzy zawodnicy po ograniu się wyżej faktycznie wrócili do Czechowic. A wrócą, gdy zapewnimy im ku temu odpowiednie warunki. Chcemy mieć stałe kontakty z tymi zawodnikami, bo to bardzo popłaca. Jeżeli ktoś jest stąd, może choćby prowadzić i rozwijać drużyny młodzieżowe w naszym klubie. Jestem przekonany, że budowanie takiej społeczności wokół MRKS-u pójdzie do przodu, bo mamy we władzach klubu ludzi bardzo oddanych temu klubowi.