- Jako zespół zagraliśmy słaby mecz. Ważnym momentem była zmiana Martina Polacka. Nie wpłynęło to dobrze na mental zespołu. Trzeba jak najszybciej wyciągnąć wnioski i zapomnieć. Skupiamy się już na środowym meczu z BKS-em - powiedział po spotkaniu Dominik Kępys, zawodnik GLKS-u.

 

Początek spotkania nie zapowiadał tak wysokiej porażki zespołu z Wilkowic. Przez pierwsze 20 minut przyjezdni prezentowali się solidnie w defensywie, skutecznie ograniczając poczynania ofensywne gospodarzy. Z czasem jednak miejscowi zaczęli coraz częściej przedostawać się pod bramkę GLKS-u. W 28. minucie rezultat otworzył Mateusz Jezierski. Zaledwie 2. minuty później ten sam zawodnik po raz drugi wpisał się na listę strzelców. Na tym gospodarze nie poprzestali i pierwszą część zakończyli z 4 bramkami na koncie. Duże znaczenie dla dalszego przebiegu spotkania miało wydarzenie z 35. minuty. Z powodu urazu boisko musiał opuścić Martin Polacek, który w pierwszych meczach sezonu był jedną z kluczowych postaci GLKS-u. Jego miejsce między słupkami zajął młodziutki Filip Puzoń. Bramkarz zaprezentował się z dobrej strony, ale sama zmiana wyraźnie odbiła się na mentalności zespołu z Wilkowic.

 

Po zmianie stron gospodarze kontrolowali już wydarzenia na murawie. W 67. minucie Tomasz Dzida zdobył swoją drugą bramkę tego dnia, jednak w końcówce GLKS pokusił się o trafienie honorowe. W 88. minucie po dośrodkowaniu Patryka Walczaka głową do siatki trafił Tomasz Drewniak. Chwilę później to jednak miejscowi wymierzyli decydujący "cios", a hat-tricka skompletował Dzida, ustalając wynik spotkania na 7:1.