Od razu przyznać należy, że o ocenę jednoznaczną końcowego rozstrzygnięcia w konfrontacji z piłkarkami Śląska nie sposób. Do przerwy atakowały częściej gospodynie, ale nie były to próby prowadzące do konkretów. Zmartwieniem z perspektywy ekipy z Cygańskiego Lasu okazała się „cegła”, która za nadmiar żółtych kartek obejrzała w 45. minucie Aleksandra Posiewka. Fakt gry przez całą połowę w osłabieniu liczebnym nie zniechęcił przyjezdnych. Dowód na to najlepszy – trafienie, które w 48. minucie otworzyło rezultat na korzyść Bielszczanek. Kim Se-Yeon uprzedziła rywalkę i dograła do Julii Sikory, która po dynamicznym wejściu w pole karne strzałem lewą nogą pokonała Martę Kaźmierczak.

Na miejscowe piłkarki gol o tyle wpłynął, iż długo nijak nie potrafiły znaleźć swojego rytmu. Gdyby w 66. minucie Koreanka w szeregach Rekordu podwyższyła zaliczkę – a szansę na to po świetnym podaniu od Abigail Sowy i stanięciu „oko w oko” z bramkarką Śląska miała wyborną – to być może na koncie biało-zielonych pojawiłby się ostatecznie punktowy „maks”. W 76. minucie wspomniana „setka” zemściła się. Kapitan wrocławskiej drużyny Joanna Wróblewska półwolejem w okienko pokonała Kingę Ptaszek, ratując Śląsk przed porażką.

– Niedosyt chyba mimo wszystko jest, bo mimo niekorzystnego scenariusza mogliśmy wyciągnąć z tego meczu coś więcej. Ale z drugiej strony patrząc na osłabienie po czerwonej kartce, przed startem drugiej połowy remis bralibyśmy pewnie „w ciemno” – mówi Mateusz Żebrowski, szkoleniowiec biało-zielonych.

Przed „rekordzistkami” – tyczy się to też innych ekstraligowych zespołów – trwająca niemal przez cały wrzesień przerwa w rozgrywkach. W tym czasie sztab trenerski zaplanował spotkania testowe z rywalkami, z którymi mierzyły się już w obecnym sezonie – Śląskiem Wrocław i AZS UJ Kraków. – Zagramy po to, by pozostać w rytmie meczowym. Czas o tyle działa na naszą korzyść, że zawodniczki, które miały swoje problemy zdrowotne będą mogły dojść do pełni sprawności, a to pozwoli ustabilizować kadrę. Poza tym na plus to, że złapiemy trochę oddechu – wyjaśnia Żebrowski.