Wymiana ciosów
Do mocnego w poprzednim sezonie i zdającego się prezentować niezmiennie wysoki poziom zespołu z Przemyśla udali się na środowy mecz ekstraklasowy futsaliści bielskiego Rekordu.
Po weekendowej przegranej domowej ze Śląskiem Wrocław była w szeregach Rekordu chęć szybkiego powrotu na zwycięską ścieżkę. Oczekiwania i założenia to z reguły jedno, rzeczywistość często potrafi przebiec wedle scenariusza odmiennego. Ten tyczący się starcia z dzisiejszego wieczoru przyniósł pozytywny obraz bielskiej drużyny, która wspólnie z zawodnikami Eurobusu poszła na efektowną wymianę ciosów. A w takich okolicznościach z wynikiem "różnie to bywa"...
Wstęp spotkania zapamiętany zostanie z racji gola dla ekipy z Cygańskiego Lasu. Gola, który był tyleż zasługą Gabriela Morgato, co i gapiostwa Krzysztofa Iwanka między słupkami, wszak Brazylijczyk strzeleckiego komfortu oddając uderzenie z kąta w 4. minucie nie miał żadnego. Gospodarze może nie byli takim obrotem spraw zszokowani, ale trochę czasu zajęło im się sensowne "dobranie" do biało-zielonej defensywy. Wyrównał w 11. minucie Gallo, co z kolei dodało Przemyślanom wiary i już po kwadransie byli na prowadzeniu. Rostysław Semenczenko odebrał piłkę Mikołajowi Zastawnikowi, a następnie wygrał pojedynek z Michałem Kałużą. Ale że kanonada trwała w najlepsze, to w 17. minucie asystę Matheusa na trafienie zamienił Edgar Varela. Za moment Eurobus szczęśliwie uniknął ciosu do szatni, bowiem Michał Marek huknął w poprzeczkę.
Lepszego otwarcia rewanżowej części spotkania "rekordziści" nie mogli sobie właściwie wymarzyć. Koronkową akcję i dogranie Romady sfinalizował Zastawnik. Była 22. minuta, pozytywne nastroje wśród przyjezdnych, ale i sportowa złość przeciwnika. Szkoda, że Bielszczanie gole zmieniające obraz meczu otrzymali "w pakiecie". Danił Abakszyn ucieszył się z "fanta" mimo ofiarnych interwencji golkipera Rekordu, a w 28. minucie sprytem wykazał się Ruben Santos. Niestety, przy stanie 4:3 dla Eurobusu "optyka" hitowego starcia uległa metamorfozie, bo... więcej bramek nie padło. Nic nie przyniósł gościom w końcówce manewr z Zastawnikiem w roli tzw. lotnego bramkarza.