„Rekordzistki” nie wykorzystały szans, by konfrontację z zawodniczkami Lecha w Poznaniu zacząć po swojej myśli. W 2. i 10. minucie spod opieki rywalek uwalniała się Julia Gutowska, ale w obu przypadkach nie było jej dane skierować piłki do siatki. Raz została nieprzepisowo zatrzymana przed „16”, a protesty zmierzające do pokazania faulującej czerwonej kartki niczego nie wniosły, nieco później musiała uznać wyższość bramkarki Jagody Sapor. Za to w 18. minucie gospodynie o gola zdołały się pokusić. Po niefartownej ręce Oliwii Krysman w polu karnym sędzina nakazała egzekwować rzut karny – bez pomyłki w wykonaniu Julii Przybył.

Jeszcze na dobre natomiast nie rozpoczęła się druga połowa, a futbolówka ponownie nie została zastopowana przez strzegącą bramki Rekordu Hannę Buchtę. Na listę strzelczyń wpisała się Blanka Borowa, a trafienie podwyższające prowadzenie Lecha na 2:0 bardziej obciąża konto Bielszczanek, aniżeli jest faktyczną zasługą przeciwniczek. Dopiero po godzinie i przeprowadzonych zmianach gra biało-zielonych nabrała większego animuszu. Z kilku okazji wykorzystać udało się raptem tą jedyną i to z 88. minuty spotkania. Po faulu na Katarzynie Jaszek „z wapna” sprawiedliwość wymierzyła Dominika Dereń, ale czasu na odrobienie pełni strat przyjezdnym już zabrakło.

– Zakończyliśmy rozgrywki porażką i z tego faktu zadowolony nie jestem, bo liczyłem, że przypieczętujemy ten udany dla nas sezon wygraną. Kto wie, jakby się ten mecz potoczył, gdyby sędzia nie popełniła błędu nie wykluczając obrończyni drużyny gospodarzy na samym wstępie. W końcówce brakło nam czasu do tego, żeby doprowadzić do wyrównania. Natomiast obiektywnie trzeba powiedzieć, że od straty bramki do zmian w drugiej połowie – jako kolektyw – wyglądaliśmy dość apatycznie – analizował po meczu Mateusz Żebrowski, cytowany przez klubową stronę Rekordu, szkoleniowiec bielskich piłkarek.